Przesiedleńcy, nasza historia. Dzień, w którym „obcy” przybyli do Ługańska

Przesiedleńcy, nasza historia. Dzień, w którym „obcy” przybyli do Ługańska

Ukrinform
Rzucić wszystko, zostać bez domu, iść dokąd oczy poniosą, bo wojna przyszła na twoją ziemię …

Jeszcze pięć lat temu uważaliśmy, że taki scenariusz jest niemożliwy na Ukrainie, no sąsiedzi, którzy najpierw podstępnie okupowali Krym, a potem Donbas, myśleli inaczej. W wyniku tej polityki prawie dwa miliony mieszkańców Donbasu i Krymu zostało zmuszonych do poszukiwania nowego schronienia i rozpoczęcia życia od zera.

Jak to było, opowiedzieli specjalni korespondenci Ukrinform. Ich wspomnienia zostały spisane z okazji 20 czerwca: społeczność międzynarodowa obchodzi wtedy Międzynarodowy Dzień Uchodźców, który został wyznaczony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2001 r. z okazji 50. rocznicy Konwencji ONZ o statusie uchodźców. Pierwsza historia pochodzi od Michaiła Bublyki.

EMIGRACJA WEWNĘTRZNA

Zadzwonili do redakcji: „Czy wiesz, że jutro jest Światowy Dzień Uchodźcy? Był pomysł na zrobienie materiału na ten temat, a potem przypomniałem sobie, że mamy własnych ... przesiedleńców wewnętrznych. Ty i nasza koleżanka z Doniecka. Może napiszecie o swoim życiu uchodźców? Termin - do jutra, do obiadu”. Mówię, iż obawiam się, że nie zdążę - idę do Tkalycza na jego urodziny ... ” I wtedy przypominam sobie, że Walentyn jest także uchodźcą. „No to zacznij od tego,” słyszę na końcu linii. „Poradzisz sobie, wierzymy w ciebie”. Nie, no jeśli chodzi o Tkalycza ...

DEPRESJA

Zazwyczaj staram się unikać mówienia o moim statusie uchodźcy, ale kiedy już nacisną, odpowiadam: poczułem swoistą depresję, gdy wydarzenia wiosny 2014 roku dotarły do Ługańska. Potem, kiedy już zamieszkałem w nowym miejscu, kiedy wokół mnie - tak szczęśliwie się złożyło - byli w większości ludzie z dawnego środowiska ługańskiego, kiedy pracę kontynuowałem w tej samej agencji, w której pracuję od września 2013 r., i wrócił spokój.

Niech nad tym fenomenem pracują psychologowie, jeśli będzie ich interesował. Martwię się jednak jedną myślą: czy muszę zrozumieć, co się stało i czy powinienem próbować dotrzeć do czytelnika z wnioskami, do których doszedłem? Ale jeśli moja obecna praca jest związana z pisaniem tekstów, skorzystam z okazji.

Z jakiegoś powodu za aksjomat uważa się, że bezpośrednia agresja Moskwy rozpoczęła się pod koniec sierpnia 2014 r. w rejonie Iłowajska. Śmiem jednak twierdzić, że - jeśli traktować ten termin zgodnie z rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 z 14 grudnia 1974 r. - rozpoczęto ją nie później niż 2 marca. Tego dnia odbyła się w sali posiedzeń Rady Regionalnej Ługańska nadzwyczajna sesja tego organu przedstawicielskiego. Posłowie przegłosowali nawet już oświadczenie potępiające wydarzenia w Kijowie. A potem na scenie pojawił się tłum wyraźnie nie miejscowego pochodzenia ...

Budynek został zajęty, oświadczenie zostało przepisane i poparte „decyzją”, w której region „uznał” za nielegalne wszystkie władze centralne, utworzone przez Radę Najwyższą po ucieczce „legalnego” Janukowycza do Moskwy. Osobiście byłem wtedy obecny w sali sesji. Oprócz stu deputatów była ona wypełniona kilkoma setkami nieznanych twarzy, którzy mówili z akcentem kaukaskim. Chociaż jeden typ, który kręcił się między krzesłami, był oczywistym moskwiczem, do czego sam się przyznał. Nie przypominam sobie już, czy przyjechał z Penzy czy z Lipiecka, ale nie wyglądał na mieszkańca Ługańska.

Byłem bezpośrednim świadkiem trzech szturmów na budynek Rady obwodowej i widziałem na własne oczy: siły atakujące były „gośćmi” z sąsiedniego państwa. Ostatni szturm miał miejsce 29 kwietnia i bynajmniej nie przypominał „ludowego powstania”. Kilkaset osób z oddziału sił specjalnych milicji zablokowało się w budynku. Wszyscy wiedzieli o ich obecności, ale napastnicy w ogóle się tym nie przejmowali. Powoli wysadzili okna z lewej i z prawej od centralnego wejścia i otworzyli drzwi od środka. Poszedłem za tłumem - i nie zobaczyłem żadnego ... milicjanta. Potem okazało się, że podobnie jak stado owiec, oni zebrali się na dziedzińcu. Po krótkich negocjacjach przywódcy bojówkarzy wypuścili „więźniów”, a nawet zostawili im „kałasze” i granatniki.

Wtedy właśnie wpadłem w depresję. Zdrada unosiła się w powietrzu. Prawdziwa zdrada nie jest tą, o której krzyczeli wszystkie te „Gryszyny” i „Zymyny”. Odpuściło trochę następnego dnia, kiedy dowiedziałem się, że obroniło się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. 30 kwietnia niebiesko-żółte flagi jeszcze powiewały nad budynkami obwodowej administracji i oddziałami policji okręgowej. I dopiero 18 maja, kiedy poddała się ostatnia placówka władzy państwowej, postanowiłem wyjechać. Najpierw - do Kijowa.

UCIECZKA?

Jeszcze się nie zdecydowałem na „wewnętrzną emigrację”, po prostu musiałem wyjaśnić, jak dalej pracować. Przecież w obwodzie nie było ani jednego organu władzy, w którym można byłoby otrzymać oficjalne komentarze. Właściwie nikt nie mógł powiedzieć nic o sytuacji bardziej szczegółowo. Nawet przez pewien czas uważałem, że cały obszar został zdobyty, a dopiero 25 maja zadzwonił Tkalycz, informując, że żołnierze batalionu „Aidar”, gdzie udał się do służby, odnieśli pierwsze zwycięstwo pod Nowoajdarem. W telewizji pokazywali, jak bojownicy leżą nosami w ziemi. Od Nowoajdara do Ługańska w linii prostej - mniej niż pięćdziesiąt kilometrów. Więc wszystko nie jest jeszcze stracone, może niedługo można będzie wrócić ...

Ale to było później i musiałem jeszcze przejechać przez zdobyte Debalcewo. Bojownicy jeszcze długo puszczali pociąg z Ługańska do Kijowa, ale jak tam się zachowają bandyci w pasiastych szarawarach? Wyobraźnia podsuwała obrazy z „Nieuchwytnych mścicieli” (red. 1966) oraz z innych filmów o zabawnych dniach wojny domowej. Ale jakoś się udało. Widocznie „kosmitom” było nie do pociągów, a może istniało jakieś porozumienie między „regionalnymi” urzędnikami a moskiewskimi kuratorami władzy okupacyjnej, które właśnie się tworzyło. Co? Całkiem realna wersja. Przecież wysoko postawieni „Regionały” musieli wysłać ze strefy niestabilności swoich krewnych i przyjaciół.

W redakcji zaproponowałem, wysłać mnie jako korespondenta wojennego, przydzielić do kwatery głównej ATO, która w tym czasie znajdowała się w Iziumie (w obwodzie charkowskim), ale coś tam nie wyszło. Poradzono mi, wziąć urlop – do czasu wyjaśnienia sytuacji. Napisałem podanie - i udałem się do znajomego w Chmielnickim. Za 400 hrywien miesięcznie wynająłem pokój u małżonków - i zacząłem poznawać nieznany mi region. Ciekawe było, że za każdym razem wracałem do cudzego mieszkania, w którym, jak później się dowiedziałem, kto jest właścicielem domu, było moralnie trudno. Jeśliby z nimi się nie spotykać…

PRÓBY OPORU

Od dumnych zwycięzców Majdanu wciąż można usłyszeć oskarżenia: pytają, dlaczego się nie broniliśmy, nie stworzyliśmy oddziałów samoobrony? .. A my tak właśnie się broniliśmy. Kibice „Zary” stworzyli oddział, uzbroili się pałkami - a u bojowników było już wtedy półtora tysiąca pistoletów, które uprzejmie pozostawili po sobie kierownicy SBU.

W kwietniu Ukrinform opublikował mój wywiad z Temurem Jułdaszewem, któremu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych właśnie zleciło utworzenie specjalnego batalionu policyjnego „Temur”. Zlecić - zleciło, ale nie przydzieliło broni, a kiedy chłopcy pojechali na uczenia - z jakiegoś powodu aż do Szczastia - zostali zaatakowani przez bojowników nożami i zbroją.

Na lotnisku w Ługańsku bronili się spadochroniarze z 80. Brygady Lwowskiej. Nasi zabezpieczali tam przepływ żywności, środków higieny i tym podobnych. Kiedyś przyjechałem tam z tym samym Jułdaszewem. Temur przywiózł nie tylko produkty, ale także brygadę koncertową. Niestety, nie mogę znaleźć filmów z tej podróży. Strata jest jednak niewielka, ponieważ dowódcy poprosili nie nagrywać chłopaków, a przynajmniej ich twarzy. Przestrzegałem tego, może i niepotrzebnie. Żołnierze 80. brygady potem udowodnili, że są prawdziwymi bohaterami...większość z nich wyglądała tak młodo ...

A Olena Kulisz i jej mąż Wołodymyr, którzy mieszkali w wiosce Peremożne, niedaleko lotniska i pomagali chłopcom znacznie częściej niż autor tego tekstu, zostali zastrzeleni.

CO TO TAKIEGO „PIWNICA PO ŁUGAŃSKU”?

Czy istniało dla mnie niebezpieczeństwo osobiście? Nie sądzę. W tym czasie, oprócz Ukrinform, współpracowałem z regionalną gazetą „Molodogwardiejec” i ona zdążyła opublikować niektóre z moich anty separatystycznych artykułów, w tym o ówczesnym przywódcy bojowników Bołotowie. A 3 maja do „piwnicy” trafił redaktor gazety Oleksij Bida. Po kilku dniach znęcania się, mimo wszystko go wypuścili, ale on wtedy wyjechał.

11- go w regionie odbyło się „referendum”. Poszedłem do mojego „własnego” lokalu wyborczego i zacząłem fotografować pustą salę sportową, a kiedy wyszedłem, zaczął mnie fotografować młody człowiek, obiecując przekazać zdjęcia „gdzie trzeba”. W naszej szkole były zazwyczaj dwa lokale wyborcze - tym razem wystarczył tylko jeden. W sąsiedniej szkole, gdzie takich lokali było aż trzy, również zorganizowano jeden.

Już po moim osiedleniu się w Chmielnickim zadzwonił właściciel „Molodogwardiejca”: na redakcję dokonano zamachu. Podjechała ciężarówka, kraty jednego z okien zaczepili i wyrwali, po czym „przedstawiciele” nowej „władzy” zorganizowali pogrom. Jednak i tam zdarzały się „wycieki”. O ataku wiedziano z wyprzedzeniem, i wszystkie wartościowe rzeczy zostały zabrane i ukryte, w szczególności, komputer redakcyjny.

Byłem jeszcze w Ługańsku, kiedy patrole zaczęły terroryzować ulice miasta. Kilka osób zostało po prostu zastrzelonych - ponieważ nie wykonały rozkazów. Według jakiej zasady ta nienaturalna „selekcja” miała miejsce, nie mogę powiedzieć. Ale wmieszać się w tłum, który atakował administrację, praktycznie się nie bałem. Dlaczego? Bo takie „szturmy” były dokonywane przez obcych, którzy wtedy po prostu nie mogli znać mojej twarzy. Ale mogli się dowiedzieć w najbliższej przyszłości, jak o niektórych moich kolegach.

POWRÓT NA ŁUGAŃSZCZYZNĘ

Po poznaniu chmielnickiego obwodu, zdążyłem dotrzeć do Czernihowa (miejsca urodzenia przodków), ale zostałem tam na chwilę - i na początku sierpnia przybyłem do Sewerodoniecka. Mógł to być Starobilsk lub Swatowo, gdzie w tym czasie była regionalna administracja państwowa, ale ostatecznie zatrzymałem się w najbardziej cywilizowanym mieście obwodu ługańskiego. Pewnie przeczuwałem, że Hennadij Moskal zostanie gubernatorem we wrześniu i przeniesie tutaj obwodową „stolicę”.

Pociągi dochodziły tylko do Swatowa (z Charkowa), mosty łączące Sewerodonieck z Rubiżnym i Łysyczanowem zostały zniszczone. Ale najbardziej szokowały sewerodonieckie trawniki – kiedyś wystrzyżone i szmaragdowe - dziś zarośnięte chwastami wyższymi ode mnie. Ale gospodarki komunalnej separatyści nie zdołali zrujnować.

Najwyraźniej byłem jednym z pierwszych z Ługańska, którzy się tu przeprowadzili, więc miałem szczęście wynająć dwupokojowe mieszkanie za „śmieszne” pieniądze. To prawda, że ​​od tego czasu cena wzrosła prawie trzykrotnie, ale stabilne wynagrodzenie nadal pozwala się tym nie martwić.

Wraz z przyjściem do miasta Moskala trawniki uzyskały swój poprzedni wygląd; drogi jakoś naprawiają. Woda w kranie płynie prawie nieprzerwanie. Ale ciągle chodzi po głowie taka myśl - co jeśli separatyści zbombardują elektrownię w Szczastiu. Co prawda, ​​Ministerstwo Energii (już piąty rok) próbuje połączyć region z systemem energetycznym reszty Ukrainy. Może tym latem ten powód dla depresji w końcu zniknie …

ŻADNYCH „ALE”

Jako przesiedleniec miałem wielkie szczęście. W sierpniu dla prasy zorganizowano prezentację przywróconego oddziału Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, i wtedy w jednej z jednostek bojowych policji spotkałem Walentyna Tkalycza. Jego, jak polityka z dużym doświadczeniem, przeciągnął z „Aidaru” do siebie szef agencji, generał Naumenko.

Dosyć szybko zaczęli się dołączać koledzy-dziennikarze wydań kijowskich i ługańskich, przeniosła się również administracja regionalna, a głównie ta część, z którą miałem dobre stosunki w Ługańsku. Kto się orientuje - zgodzi się ze mną - to najlepsza opcja do uzyskania niezbędnych informacji. Mniej więcej to samo można powiedzieć o innych obwodowych jednostkach ministerstw i departamentów.

W rzeczywistości przywrócone środowisko było nawet bardziej komfortowe niż w starym centrum regionalnym. Przy okazji, Sewerodonieck - jak przywitał mnie pięć lat temu z ręcznie napisanymi hasłami na ścianach o podobieństwu Putina do jednego z męskich organów i dokładną wskazówką w jakim kierunku on powinien się poruszać – to od tego czasu nowych napisów, o przeciwnej treści się nie pojawiło.

Niestety niedawno pojawił się pewien dyskomfort. W związku z wynikami ostatnich wyborów. Cóż, nie mam pewności, czy nowe władze Kijowa ... powiedzmy tak, nie zechcą odskoczyć na nowe granice w głąb Ukrainy, pozostawiając Sewerodonieck po drugiej stronie linii rozgraniczającej. Oczywiście i taką „niespodziankę” przeżyję - doświadczenia wystarczy. Ale ...

Daj Boże, by nie zdarzyło się już żadnych „ale”.

Mychaiło Bublyk, Sewerodonieck

Przy cytowaniach i wykorzystywaniu dowolnych materiałów w Internecie, dostępnych dla wyszukiwarek, obowiązkowy jest odnośnik na pierwszy akapit «ukrinform.pl», jednocześnie cytowanie tłumaczeń materiałów z zagranicznej prasy jest możliwe tylko pod warunkiem umieszczenia odnośnika do strony ukrinform.pl oraz na stronę tego wydania. Cytowanie i wykorzystanie materiałów w offline mediach, aplikacjach mobilnych, SmartTV jest możliwe wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody Ukrinformu. Materiały oznaczone jako "reklama" i "PR", jak również materiały w bloku "Komunikat prasowy" są publikowane na prawach reklamy, i odpowiedzialność za ich treść niesie reklamodawca.

© 2015-2019 Ukrinform. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projektowanie stron internetowych - Studio «Laconica»

Wyszukiwanie zaawansowaneUkryj wyszukiwanie zaawansowane
W przeciągu jakiego okresu:
-