Kreml stwarza warunki do blokowania Telegramu i kontrolowania społeczeństwa przed ewentualną mobilizacją - ISW
Poinformował o tym ISW, donosi Ukrinform.
Analitycy zauważyli, że 29 lipca rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa oskarżyła współzałożyciela i dyrektora generalnego Telegramu, Pawła Durowa, o wspieranie terroryzmu i umieściła go na międzynarodowej liście osób poszukiwanych.
Według rosyjskich służb specjalnych Telegram nie usunął kanałów i botów, które rzekomo były wykorzystywane przez ukraińskie służby specjalne, anonimowych terrorystów i inne organizacje ekstremistyczne do koordynowania „aktów sabotażu i terroryzmu, masowych morderstw i cyberoszustw”.
Następnie znany rosyjski bloger wojskowy mający powiązania z Kremlem próbował uzasadnić oskarżenia Kremla wobec Durowa, twierdząc, że rosyjskie służby wywiadowcze mają prawo żądać współpracy ze strony Telegramu i odrzucając twierdzenia, że Kreml nasila cenzurę Telegramu jako platformy otwartego dyskursu w Rosji.
Według analityków, Kreml prawdopodobnie próbuje w ten sposób zmniejszyć obawy o potencjalny zakaz korzystania z Telegramu. Jednocześnie, od 2025 roku, rosyjskie władze znacząco zintensyfikowały kampanię mającą na celu ograniczenie dostępu do otwartego internetu, w tym do Telegramu. Mimo to, 29 lipca Andriej Kolesnik, członek Komisji Obrony Dumy Państwowej, oświadczył, że rosyjskie służby specjalne mogą uznać Telegram za narzędzie terrorystyczne z powodu odmowy Durowa usunięcia kanałów, które władze rosyjskie uważają za niepożądane.
„Kreml wielokrotnie podejmował działania mające na celu cenzurę Telegram, jego administratorów i użytkowników pod pretekstem walki z terroryzmem, ekstremizmem i dyskredytacji Sił Zbrojnych Rosji. Oskarżenia FSB wobec Durowa są prawdopodobnie kontynuacją działań Kremla mających na celu stworzenie warunków do przyszłego blokowania Telegram . Może to być również element przygotowań Władimira Putina do kontrolowania negatywnej reakcji społeczeństwa w przypadku mobilizacji wojskowej” – zauważa ISW.
Jednocześnie Kreml publicznie zaprzecza przygotowaniom do mobilizacji, prawdopodobnie starając się złagodzić niepokój społeczny i zachować możliwość rekrutacji do armii za pośrednictwem ochotników, a nie poprzez przymusowy pobór rezerwistów, tak długo, jak to możliwe.
28 lipca wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew nazwał doniesienia o rzekomych przygotowaniach Rosji do mobilizacji „fałszywymi prowokacjami”. Według niego mobilizacja nie jest konieczna, a rekrutacja do armii przebiega pomyślnie. Miedwiediew twierdzi, że w pierwszej połowie 2026 roku Rosja rzekomo pozyskała około 200 tysięcy żołnierzy kontraktowych i 16 tysięcy ochotników. Ponadto, według niego, około 40 tysięcy żołnierzy zostało zrekrutowanych do Rosyjskich Sił Bezzałogowych.
Możliwość nowej mobilizacji publicznie zaprzeczyli również szef komisji obrony Dumy Państwowej Rosji Andriej Kartapołow i kremlowski propagandysta Władimir Sołowjow.
„Takie zaprzeczenia Kremla są prawdopodobnie reakcją na liczne doniesienia i niedawne zmiany legislacyjne, które wskazują, że Rosja przygotowuje się do mobilizacji. Jednocześnie ciągłe poleganie Kremla na rekrutacji ochotników sugeruje, że Putin nadal stosuje ten sam kosztowny i nieefektywny model obsadzania armii, jednocześnie rozważając inne opcje uzupełnienia sił bojowych. Jednak rosyjska kampania rekrutacyjna ochotników jest coraz mniej efektywna w osiąganiu celów na rok 2026 z powodu rosnącej liczby ofiar na polu walki” – czytamy w raporcie.
Jak podaje Ukrinform, prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że po wyborach do Dumy Państwowej przywódca Kremla Władimir Putin chce przeprowadzić mobilizację i spodziewa się zwołać od 300 tys. do 500 tys. osób.
Zdjęcie: AA