W miejscowości Ugły w obwodzie rówieńskim rozpoczęły się poszukiwania szczątków miejscowych mieszkańców z okresu II wojny światowej, prowadzone przez wspólną ukraińsko-polską grupę. Wyniki prac będą znane w ciągu najbliższych kilku dni. Wydarzenie to przyciąga uwagę opinii publicznej na Ukrainie i w Polsce, ponieważ wpisuje się w skomplikowaną historię, która od dawna wywołuje napięcia w stosunkach między Warszawą a Kijowem, a także jest aktywnie wykorzystywana przez Moskwę do sporów między Ukraińcami a Polakami.
W wywiadzie dla Ukrinformu szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow ocenił aktualny stan realizacji ukraińsko-polskich porozumień o prowadzeniu prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, plany strony ukraińskiej dotyczące współpracy z polskimi kolegami w tym zakresie, a także zwrócił uwagę na kroki i gesty, które mogą przyczynić się do zacieśnienia współpracy między Instytutami Pamięci Narodowej Ukrainy i Polski.
ROSYJSKA DEZINFORMACJA W DZIEDZINIE HISTORYCZNEJ OSIĄGNĘŁA TERAZ MAKSYMALNY ROZSZERZENIE
- Panie Przewodniczący, 23 marca rozpoczęły się poszukiwania w miejscowości Ugły w obwodzie rówieńskim, później rozpoczną się poszukiwania w Hucie w obwodzie lwowskim, a także drugi etap poszukiwań w miejscowości Puźniki w obwodzie tarnopolskim .
Jak ocenia Pan dynamikę współpracy ze stroną polską w zakresie prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych i jakich efektów spodziewa się Pan po tych wykopaliskach zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce?
– Dziś musimy jasno powiedzieć całemu światu: zmiany, które zaszły w ciągu ostatniego roku, zaszły po raz pierwszy w ciągu ostatniej dekady. Dlatego nie możemy powiedzieć, że tempo i skala są dziś inne.
Działamy zgodnie z ustaleniami podjętymi w grudniu przez grupę roboczą oraz wynikami spotkania Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i Prezydenta Polski Karola Nawrockiego.
Pozwolenia wydawane są na podstawie gotowości dokumentów. Przypomnę, że strona polska również przygotowuje pozwolenia, o które wnioskowaliśmy.
W ubiegłym roku przeprowadziliśmy prace poszukiwawcze w miejscowości Jureczkowa (koło Przemyśla, – red .).
Tam strona polska zapewniła niezawodne bezpieczeństwo i stabilność podczas operacji poszukiwawczych. My na Ukrainie zapewniamy tę samą stabilność w ramach naszych kompetencji. Przypomnę wszak, że podczas operacji poszukiwawczych we Lwowie miał miejsce jeden z największych rosyjskich ataków powietrznych na to miasto.
Bardzo ważne jest podkreślenie, że nawet przygotowywanie dokumentów, nad którymi obecnie pracujemy, a które zależy od Ministerstwa Kultury i Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, jest niezwykle złożonym procesem. Temperatura w moim biurze przez miesiąc wynosiła minus siedem. Z powodu ciągłych przerw w dostawie prądu nasze urządzenia biurowe nie działały, a rury grzewcze pękały. W tak trudnych warunkach znajdujemy czas nie tylko na załatwianie spraw papierkowych dla ważnych organów państwa ukraińskiego, ale także na pracę nad utrzymaniem porozumień zawartych z polskimi partnerami.
Musimy zdawać sobie sprawę, że te pozwolenia wymagają ogromnego nakładu pracy, ale zrobimy to. A gdy dokumenty będą gotowe, pozwolenia zostaną wydane.
Warto również podkreślić, że dziś rosyjska dezinformacja nasiliła się do maksimum. Jesteśmy świadkami aktywnego szerzenia tez antyukraińskich. Co było warte jedynie historii z Orderem Virtuti Militari.
– Chodzi o order polskiego oficera, który zginął w tzw. zbrodni katyńskiej, odnaleziony na jednej z ukraińskich aukcji internetowych. Temat ten jest w ostatnich dniach aktywnie promowany przez rosyjską propagandę. Czy można to uznać za prowokację ze strony Moskwy?
– To była prowokacja antyukraińska, która ewidentnie ma rosyjski ślad. Dzień po pojawieniu się tej informacji, będąc w pełni świadomym sytuacji, skontaktowałem się ze stroną polską: ta kopia, czyli falsyfikat, zostanie przekazana stronie polskiej. W sprawę zaangażowanych było jednocześnie wiele różnych osób.
- Dlaczego order został sfałszowany, skoro wiadomo, że oryginał orderu znajduje się w posiadaniu rodziny polskiego wojskowego?
– To ciekawe pytanie, bo teoretycznie nie może być mowy o fałszerstwie oryginału, którym dysponuje rodzina. Być może wynika to z faktu, że kopię wykonał wówczas sam polski wojskowy. A może jest to kopia wykonana do starej kolekcji, a numer, po którym została zidentyfikowana, jest przypadkowy. Takie historie też są znane. Sprawa jednak została wyjaśniona: kopia trafi do ambasadora Polski na Ukrainie.

PRACA POSZUKIWAWCZA TO OGROMNE ZADANIE DLA UKRAINY
- Kiedy możemy spodziewać się rozpoczęcia prac poszukiwawczych w ukraińskich miejscach pamięci w Polsce?
– Będziemy składać wnioski. I tutaj chcę też podkreślić, że pomimo niezwykle trudnych warunków, w jakich pracujemy, Ukraina znalazła środki na prowadzenie własnych prac poszukiwawczych.
- Jak poinformowali polscy eksperci, polskie Ministerstwo Kultury przyznaje również granty na prace badawcze na Ukrainie.
– Tak. Udzielają grantów na badania dla swoich zespołów. Strona polska może również częściowo wyposażyć zespoły poszukiwawcze w sprzęt. Jednocześnie Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej jest jedynym odbiorcą prac poszukiwawczych, ponieważ jest to sprawa państwowa. Żadne inne państwo nie może zlecać poszukiwań ani wykopalisk na Ukrainie. My zlecamy prace ukraińskim zespołom poszukiwawczym, które z kolei nawiązują partnerstwa z polskimi instytucjami.
Polskie media czasami podają przekłamane informacje, że wykopaliska prowadzone są wyłącznie przez stronę polską. Musimy również zrozumieć, że Ukraina jest w stanie wojny, a za pieniądze przeznaczone na wykopaliska Ukraina mogłaby na przykład kupić drony na front. Musimy jednak ustalić priorytety i zrozumieć, jaka jest cena tych poszukiwań i ekshumacji. Wykopaliska to również znaczące działania państwa ukraińskiego na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa. Działa tam Narodowa Policja, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i regionalne administracje wojskowe, ponieważ możliwe są wszelkie prowokacje. Przypominam, że rosyjskie „szachedy” również wlatywali na terytorium Polski. To bardzo niebezpieczna historia. W rzeczywistości te prace poszukiwawcze to ogromna praca dla Ukrainy. W istocie, bierzemy ludzi z frontu, bierzemy pieniądze z frontu. Ale jesteśmy państwem z honorem i godnością i wywiązujemy się z naszych umów.
Nasz kolejny krok: złożymy aplikacje na prace poszukiwawcze w Polsce na uzgodnionych stanowiskach.
W tym kontekście strona ukraińska zwróci uwagę na priorytet. Na razie istnieje porozumienie ze strony polskiej, ale nadal potrzebne są pozwolenia od leśnictwa, gminy (jednostki administracyjnej w Polsce – red .), województwa, a to jest długi proces. W tej chwili mówimy o Jureczkowie, Przemyślu, Sagrzynie i Laskowie. Dla nas oddawanie czci poległym jest sprawą honoru. Nawet dla państwa, które jest w stanie wojny i którego gospodarka nie funkcjonuje normalnie, nadal staramy się nie zapomnieć imion naszych poległych w czasie II wojny światowej i po niej w wyniku starcia kilku reżimów totalitarnych. Dziś robimy wszystko, aby zapewnić wdrożenie porozumień, które zostały osiągnięte między Ukrainą a Polską.

POLSKA JEST HISTORYCZNYM PRZYJACIELEM UKRAIŃCZYKA
- Czy spotkał się Pan już ze swoim polskim kolegą, pełniącym obowiązki prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, Karolem Polejowskim?
- Nie było jeszcze żadnego oficjalnego spotkania. Widzieliśmy pana Karola Polejowskiego na spotkaniu naszych prezydentów, na pogrzebach w Puźnikach i Mostyskach.
Jestem gotowy na spotkania w weekendy, ponieważ żyję i pracuję jak ukraińscy wojskowi – bez dni wolnych. Strona polska niedawno zaproponowała mi przyjazd do Warszawy 24 lutego. Ale na Ukrainie jest to dzień modlitwy narodowej i bez wątpienia trzeba być w Kijowie tego dnia. Myślę, że strona polska po prostu tego nie wzięła pod uwagę.
- Ale czy spodziewa się Pan, że takie spotkanie odbędzie się w najbliższej przyszłości?
– Jestem otwarty na rozmowy, otwarty na spotkania. Polska jest dla mnie historycznym przyjacielem Ukrainy. I zawsze jestem otwarty na każdy dialog. Nawet w weekendy. A gdyby pan Karol Polejowski przyjechał do Kijowa, byłby to bardzo mocny gest. Gest sojusznika, który wzmocniłby polski INP na Ukrainie jako instytucję gotową do dialogu i współpracy.
- Czy relacje ze stroną polską są dla UINP jednym z priorytetowych obszarów pracy?
– Oczywiście. Po pierwsze, nasze stosunki się ustabilizowały. Jestem otwarty na dialog, przyjmę zaproszenie do Warszawy, nawet w sobotę czy niedzielę. Do UINP trafiłem z wojska, więc nie potrzebuję rozmów o polityce. Jestem bardzo daleki od aluzji, półaluzji i polityki jako takiej. Mówię o zwycięstwie Ukrainy i zwycięstwie europejskiego zdrowego rozsądku w wojnie z rosyjskim agresorem. Jeśli Europejczycy mają mniejsze pojęcie o tym, czym jest Rosja, to nikt inny poza Polakami nie rozumie, czym jest Rosja.
Dziś nadszedł moment, w którym możemy się zjednoczyć i stać się tarczą Europy, Unią Bałtycko-Czarnomorską, o której myśleli i mówili kiedyś Szymon Petlura i Józef Piłsudski.
Jurij Banachewycz
Jurij Banachewycz