Radosław Fogiel, Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych polskiego Sejmu
Ukraina i Polska powinny dojść do porozumienia w sprawie eksportu zboża, tak jak ma to miejsce w przypadku wyboru papieża.
19.09.2023 12:29

W ostatnim czasie w stosunkach Kijowa i Warszawy doszło do znacznego napięcia, którego głównym katalizatorem jest twarda pozycja Polski, która nie chce po 15 września otwierać swojego krajowego rynku dla ukraińskiego zboża.

W wywiadzie z Ukrinform, szef Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, poseł na Sejm rządzącej partii „Prawo i Sprawiedliwość” Radosław Fogiel, opowiedział o stanowisku Polski w tej sprawie, stosunku do ukraińskich migrantów w RP i dalszym wsparciu kraju nad Wisłą dla Kijowa w konfrontacji z rosyjskim agresorem.

POLSKA BĘDZIE WSPIERAĆ ZWIĘKSZANIE TRANSPORTU UKRAIŃSKIEGO ZBOŻA PRZEZ TERYTORIUM KRAJU

- Panie Przewodniczący, po 15 września Polska będzie w dalszym ciągu blokować eksport ukraińskiego zboża na polski rynek. Jak to wpłynie na stosunki ukraińsko-polskie?

- Tej decyzji nie da się uniknąć: podejmie ją albo Komisja Europejska, albo Polska z innymi krajami, albo tylko Polska. Chcę jednak podkreślić, że decyzja ta nie oznacza całkowitego zakazu eksportu zboża, gdyż w dalszym ciągu będzie ono przewożone przez terytorium Polski. Stronie polskiej zależy na zachowaniu i uproszczeniu możliwości tego tranzytu. W końcu to już się dzieje. Przykładowo, jeśli chodzi o rzepak ukraiński, w porównaniu z marcem br. tranzyt tego zboża przez Polskę wzrósł na dzień dzisiejszy sześciokrotnie. Władze polskie będą w dalszym ciągu wspierać wzrost tego tranzytu przez terytorium kraju. Zwracamy się także do Komisji Europejskiej o wsparcie finansowe tranzytu ukraińskiego zboża przez terytorium Polski, Słowacji i Rumunii.

Mamy spór w jednym z sektorów naszych stosunków, ale jego podstawą nie są jakieś złe intencje ze strony Polski, ponieważ Polska pomogła Ukrainie i nadal będzie to robić. Pomagamy Ukrainie wyjść z imperatywów moralnych, z poszanowania prawa międzynarodowego i ze świadomości, że Ukraina walczy nie tylko o siebie, ale o całą Europę. W Polsce doskonale zdają sobie sprawę, co by się stało, gdyby Ukraina przegrała tę wojnę i rozumieją, jaką politykę prowadzi Rosja. W przeciwieństwie do niektórych krajów Zachodu nie udajemy, że Rosja nie stanowi zagrożenia, bo tak nie jest, a jedną z pochodnych jej działań jest właśnie ten spór zbożowy. Gdyby nie agresja Rosji na Ukrainę, jej blokada czarnomorskich portów Ukrainy, do tego sporu by nie doszło.

- Jednak kryzys nastąpił.

- Tak. Pojawiło się poważne zagrożenie dla polskiej gospodarki i rząd kraju musi na nie zareagować, dbając o interesy Polski i polskiego rolnika. Ale to nie jest wrogi krok w stronę Ukrainy, ale wyłącznie kwestia ochrony polskiego rynku. I zawsze musimy pamiętać, że za tą sytuacją stoi Rosja.

- W zarządzeniu Rady Ministrów RP w sprawie przedłużenia tego zakazu jest wzmianka, że ​​będzie on trwał do czasu uregulowania stosunków Polski i Ukrainy w sferze agrarnej. Część polskich polityków twierdzi, że zakaz ten powinien obowiązywać przez kilka lat, inni chcą poszerzenia listy zakazanych ukraińskich produktów rolnych. Jak długo może trwać ten zakaz i czy zostanie rozszerzony na inne produkty?

- Rzeczywiście, ten temat stał się elementem wewnętrznej dyskusji w Polsce. To także element kampanii wyborczej, gdyż partie opozycyjne niespodziewanie ogłosiły się obrońcami polskiej wsi. Partia „Prawo i Sprawiedliwość” stara się nie wykorzystywać tej sprawy w walce politycznej, ale podchodzi do niej z chłodną głową, wyłącznie w kontekście znalezienia rozwiązania, które z jednej strony ochroni polskiego rolnika, a z drugiej z drugiej strony nie zostawi Ukrainy samej ze swoimi problemami. Dlatego też Polska jest otwarta na tranzyt ukraińskiego zboża zarówno do krajów Europy Zachodniej, jak i do krajów Bliskiego Wschodu i Afryki.

Mam nadzieję, że mówienie o embargu do czasu „uregulowania stosunków w sferze agrarnej” będzie dla obu stron motywacją do działania tak, jak to ma miejsce np. przy wyborze papieża Rzymu: konklawe kardynałów zasiada na sali tak długo, jak potrzeba do wyboru nowego papieża.

- Czy proponuje Pan zamknięcie urzędników rządu ukraińskiego i polskiego w tym samym biurze i niewypuszczenie ich, dopóki nie znajdą odpowiedniego rozwiązania?

- To oczywiście żart. Ale to porozumienie między naszymi krajami jest konieczne. Polska oczekuje, że Ukraina zrozumie, że działania Warszawy nie są skierowane przeciwko Kijowowi. Polscy politycy działają w interesie Polski, a ukraińscy politycy w interesie Ukrainy. Jeśli podejdziemy do negocjacji z tą myślą, możemy osiągnąć pozytywne rozwiązanie. Nie sądzę, że ten zakaz będzie trwał kilka lat.

WOJNA NA PEŁNĄ SKALĘ ZMUSIŁA WIELU UKRAIŃCÓW DO OPUSZCZENIA DOMÓW, A MY JESTEŚMY ZOBOWIĄZANI IM POMÓC

- Migracja Ukraińców do Polski, a teraz w kraju może być kilka milionów Ukraińców, czy jest to problem, czy wartość dodana dla Warszawy?

- Według Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców, zgodnie z obowiązującymi procedurami w Polsce zarejestrowano 1,5 mln ukraińskich uchodźców. Kolejne około 500-700 tys. nie zarejestrowało się zgodnie z procedurą ONZ. Dlatego w Polsce może przebywać około 2 mln uchodźców z Ukrainy. Zawsze traktujemy ten proces nie jako zwykłą migrację, jak np. kiedyś z Polski do Wielkiej Brytanii. Przed inwazją na pełną skalę w Polsce mieszkało także wielu Ukraińców, co nie sprawiało żadnych problemów.

Wojna na pełną skalę zmusiła wielu ludzi do opuszczenia swoich domów i jesteśmy zobowiązani im pomóc. To naturalna ludzka reakcja, która zawsze jest obecna w polskim społeczeństwie. Oczywiście zdarzają się incydenty, w Polsce są też marginalne partie polityczne, które starają się wykorzystać te kwestie w swoich interesach. Jednak większość polskiego społeczeństwa nie zmieniła swojego zdania od lutego ubiegłego roku, kiedy zwykli Polacy gościli Ukraińców w swoich domach. Uchodźcy ci żyją i integrują się na polskim rynku pracy. Około 70% ukraińskich uchodźców w Polsce pracuje, płaci podatki i świadczenia społeczne, utrzymując się w ten sposób u boku państwa polskiego. Ponadto Polska ma obecnie bardzo niską stopę bezrobocia. Dlatego rynek pracy może przyjąć dużą liczbę osób. Cieszymy się, że są to Ukraińcy, którzy mają mentalność podobną do polskiej. Jednak każda z tych milionów osób, które przyjechały do ​​Polski, zdecyduje, co dalej. Ostatecznie wielu wróci na Ukrainę i odbuduje kraj.

- Czy wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce wpłyną w jakiś sposób na stosunek do Ukraińców w Polsce?

- Jeśli Polacy zdecydują, że „Prawo i Sprawiedliwość” pozostanie u władzy, to polityka wobec Ukrainy i Ukraińców nie ulegnie zmianie. Jest to racjonalne zarówno z punktu widzenia Polski, jak i Ukrainy. Chcemy mieć partnera na wschodzie, budować regionalne sojusze z Ukrainą i krajami bałtyckimi. Polska ma świadomość, że przystąpienie Ukrainy do UE będzie korzystne dla naszego kraju.

Ale nawet jeśli zmieni się polski rząd, główny wektor polityki zagranicznej pozostanie ten sam. Choć mam wrażenie, że gdyby wygrał nasz główny konkurent ( Koalicja Obywatelska, red .), nie byłby tak zdeterminowany, by wspierać Ukrainę. Polityka naszych konkurentów opierałaby się bardziej na oczekiwaniach, co zrobi Berlin. Przykładowo kwestia dostarczenia Ukrainie czołgów Leopard pokazuje, że Berlin musiał zostać zmuszony do podjęcia pewnych decyzji. Dlatego obawiam się, że rząd utworzony przez polską opozycję nie byłby zdolny do takich kroków.

- Czy Polska w dalszym ciągu będzie aktywnie wspierać Ukrainę w walce z rosyjskim agresorem, na przykład wchodząc do koalicji mającej na celu szkolenie ukraińskich pilotów na F-16?

- Bez wątpienia Polska nadal będzie wspierać Ukrainę, bo leży to także w interesie narodowym Polski. My, Ukraina jako Zachód , mamy szansę zadać Rosji taki cios, który na długi czas powstrzyma te bandyckie, imperialne zamierzenia Rosji.

Przy okazji moich wizyt często powtarzam moim amerykańskim partnerom: USA nie miały szansy dokończyć tego, co zaczął Ronald Reagan, a mianowicie - osłabić rosyjskie imperium zła tak niewielkim kosztem dla siebie. Ukraińcy są gotowi walczyć i pokonać Rosję za niewielki procent amerykańskiego budżetu zbrojeniowego. Ukraina potrzebuje jedynie broni i amunicji.

MÓWIENIE O ZMĘCZENIU OD WOJNY NA ZACHODZIE JEST NIEDORZECZNE

- Czy nie uważa Pan, że ta zachodnia broń wciąż nie wystarcza?

- Tak, jej nie wystarcza. Gdyby wiodące kraje Zachodu w marcu 2022 roku odważyły ​​się robić to, co robią dzisiaj, a cały proces próśb i perswazji nie byłby potrzebny do podjęcia odpowiednich decyzji, to być może wojna już by się skończyła. Dlatego Ukraina potrzebuje teraz jeszcze większego wsparcia, a Polska będzie nadal lobbować za większym wsparciem wojskowym. Wiemy, że możliwa jest większa pomoc militarna dla Ukrainy.

- Na Zachodzie coraz częściej mówi się o zmęczeniu wojną na Ukrainie. Jak sobie poradzić z tym zjawiskiem?

- W Polsce to zmęczenie wojną jest na szczęście niewielkie. Obserwuje się to jednak w niektórych krajach zachodnich, w USA. Im bliżej wyborów prezydenckich w USA, tym większy będzie ten problem. To naprawdę wyzwanie, zadaniem polityków jest komunikowanie się ze społeczeństwami swoich krajów, swoimi wyborcami.

Kilka tygodni temu byłem w grupie kilkudziesięciu parlamentarzystów z różnych krajów w Kijowie podczas obchodów Święta Niepodległości Ukrainy, odwiedziliśmy także lotnisko w Hostomelu. Zorganizowaliśmy tę wizytę również po to, aby nasi koledzy z parlamentów krajów zachodnich mieli okazję zobaczyć sytuację na własne oczy, a następnie móc opowiedzieć o tym, co widzieli w rozmowach z obywatelami swoich krajów. Muszą przekazać swoim wyborcom, że Ukraina walczy, że na froncie każdego dnia giną ludzie. Dlatego mówienie o zmęczeniu wojną w społeczeństwach krajów zachodnich, żyjących w pokoju i dobrobycie, jest na ogół niewłaściwe.

- Ale są kraje, które prowadzą jawną politykę prorosyjską, jak np. Węgry. Obecny polski rząd utrzymywał dość bliskie kontakty z rządem Orbána. Czy można w jakiś sposób przekonać Budapeszt do zmiany polityki, bo Rosja próbuje to wykorzystać?

- Rzeczywiście, rządy Polski i Węgier przez długi czas miały bardzo podobne poglądy w wielu kwestiach, a nasza polityka w wielu kwestiach była zbieżna. Ale jest jedna bardzo ważna kwestia, w której nasze poglądy i działania są diametralnie odmienne – kwestia wojny i wsparcia dla Ukrainy. Polska polityka w tej kwestii różni się o 180 stopni od węgierskiej i w związku z tym nasze kontakty są dziś bardzo ograniczone. Jednak w stosunkach wielostronnych, zwłaszcza na poziomie Grupy Wyszehradzkiej, zawsze bardzo jasno wyrażamy swoje zdanie i mówimy, że nie rozumiemy polityki prowadzonej przez naszych węgierskich partnerów. Oczywiście w przyszłości pojawią się kwestie, co do których w konkretnych przypadkach będziemy mieli podobne zdanie. Jednakże w kwestii wsparcia Ukrainy uważamy, że polska polityka jest słuszna.

- Jak obecnie w warunkach wojny rozwija się współpraca międzyparlamentarna Ukrainy i Polski ?

-Pragnę zauważyć, że po rozpoczęciu agresji Rosji na pełną skalę, polsko-ukraińskie ugrupowanie parlamentarne w polskim Sejmie znacznie się rozrosło i dziś jest jednym z największych w polskim parlamencie. Podpisało się pod nim na znak solidarności z Ukraińcami wielu polityków z różnych stron polskiej sceny politycznej. Na czele tej grupy stoi sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski, która stara się utrzymywać regularne, obecnie w większości zdalne, kontakty ze stroną ukraińską. Ze swojej strony mam regularne i częste kontakty z moim ukraińskim kolegą – przewodniczącym Komisji ds. Polityki Zagranicznej i Współpracy Międzynarodowej Rady Najwyższej Ołeksandrem Mereżką. Mówimy o kontaktach dwustronnych, kontaktach w ramach Trójkąta Lubelskiego, a także w obrębie Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich. Zachęcam także innych polskich posłów z różnych komisji do nawiązania kontaktów z ukraińskimi kolegami. Staramy się, aby ta współpraca była intensywna na poziomie parlamentarnym.

Warto także podkreślić, że na poziomie Unii Europejskiej marszałek Sejmu RP Elżbieta Witek utworzyła w ubiegłym roku stowarzyszenie przewodniczących parlamentów krajów UE, które troszczy się o los ukraińskich kobiet i dzieci. Stara się ona mieć tę kwestię w polu widzenia na poziomie europejskim.

Jurij Banachewycz, Warszawa

Przy cytowaniach i wykorzystywaniu dowolnych materiałów w Internecie, dostępnych dla wyszukiwarek, obowiązkowy jest odnośnik na pierwszy akapit «ukrinform.pl», jednocześnie cytowanie tłumaczeń materiałów z zagranicznej prasy jest możliwe tylko pod warunkiem umieszczenia odnośnika do strony ukrinform.pl oraz na stronę tego wydania. Cytowanie i wykorzystanie materiałów w offline mediach, aplikacjach mobilnych, SmartTV jest możliwe wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody Ukrinformu. Materiały oznaczone jako "reklama" i "PR", jak również materiały w bloku "Komunikat prasowy" są publikowane na prawach reklamy, i odpowiedzialność za ich treść niesie reklamodawca.

© 2015-2024 Ukrinform. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projektowanie stron internetowych - Studio «Laconica»

Wyszukiwanie zaawansowaneUkryj wyszukiwanie zaawansowane
W przeciągu jakiego okresu:
-