Aleksander Kwaśniewski, Prezydent RP w latach 1995-2005
Putin nie myśli realistycznie o Ukrainie, to jego obsesja
06.07.2023 13:32

Wkrótce minie 500 dni od rozpoczęcia pełnej rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

W ekskluzywnym wywiadzie dla Ukrinform były prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski podzielił się swoimi przemyśleniami w szczególności na temat głównych błędnych obliczeń Putina dotyczących Ukrainy, niebezpieczeństwa zmęczenia wojną na Zachodzie, gwarancji bezpieczeństwa i perspektyw członkostwa Ukrainy w NATO, jak a także o stosunkach ukraińsko-polskich w kontekście 80. rocznicy tragedii wołyńskiej i wyborów parlamentarnych w Polsce.

NIGDY NIE SĄDZIŁEM, ŻE CENA INTEGRACJI UKRAINY Z NATO I UE BĘDZIE TAK WYSOKA

- Panie Prezydencie, niedawno ukazała się obszerna książka-wywiad z Panem pod tytułem "Prezydent". Opowiada Pan w niej o swoim życiu, o kulisach polityki. Jednak prolog książki nie jest ogólnym wprowadzeniem, ale tematem ukraińskim: Pana relacje z byłym prezydentem Kuczmą, historyczne problemy między Ukrainą a Polską, Pana kontakty z Putinem. Dlaczego Pana książka zaczyna się od Ukrainy?

- Zaczęliśmy pisać tę książkę kilka miesięcy po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę i trudno było od tego nie zacząć. Data 24 lutego 2022 roku na szczęście nie stała się jeszcze datą rozpoczęcia III wojny światowej, ale wiele zmieniła w naszym życiu i myśleniu. Mam na myśli Europejczyków, bo jasne jest, że dla Ukraińców to wojna na pełną skalę. Ale dla nas, w Polsce, to ogromna zmiana, potrzeba spojrzenia na wiele spraw inaczej, potrzeba okazania empatii Ukrainie i Ukraińcom: zarówno tym, którzy walczą na froncie, jak i tym, którzy przybyli do Polski. Nie wyobrażałam sobie więc, jak inaczej mógłbym rozpocząć tę książkę, zwłaszcza że opisuję w niej „trzy i pół kamienia”, który udało mi się położyć. Są to uchwalenie Konstytucji RP w 1997 r., przystąpienie Polski do NATO w 1999 r. i do UE w 2004 r. No połowa to sama Ukraina. Jeszcze przed moją prezydenturą zacząłem aktywnie działać na rzecz włączenia Ukrainy do struktur europejskich. Udało mi się zrealizować tę sprawę tylko w połowie. Marzę, aby pewnego dnia moje cele się spełniły i Ukraina została członkiem UE i NATO. Jednak nigdy nie sądziłem, że cena za to będzie tak wysoka.

- A jak scharakteryzowałby Pan połowę pracy, którą wykonał, w szczególności w kierunku ukraińskim?

- To jest wzmocnienie niepodległości, rozwój demokracji na Ukrainie. Gdy zbliżają się wybory na Ukrainie, nigdy nie wiadomo, kto wygra, inaczej niż w Rosji, gdzie zawsze wszystko jest jasne. I to jest główna różnica między dwoma krajami poradzieckimi. Ukraina poczyniła znaczne postępy w przyjmowaniu standardów europejskich i rozwijaniu społeczeństwa obywatelskiego. Kraj ma osiągnięcia i ma się czym pochwalić. W kontekście perspektywy wstąpienia Ukrainy do struktur europejskich i euroatlantyckich Kijów nie zaczyna tego teraz, lecz od wielu lat.

- Czy planuje Pan przetłumaczyć swoją książkę na język ukraiński?

- Jeśli znajdzie się zainteresowany wydawca z Ukrainy i zostanie to przetłumaczone, to nie widzę problemu. Czasami spotykam się z krytyką, że ta książka nie obejmuje polityki wewnętrznej Polski. Jednak dla rynku ukraińskiego jest to akurat, ponieważ jest tam dużo o Ukrainie i sprawach międzynarodowych.

- Jest Pan przewodniczącym Rady Nadzorczej Jałtańskiej Strategii Europejskiej (YES). Jak będzie wyglądało forum w tym roku, kogo na nie zapraszacie i gdzie się odbędzie?

- Forum odbędzie się w dniach 8-9 września w Kijowie. Jak zawsze będzie na wysokim poziomie z udziałem międzynarodowych gości. Ze strony Ukrainy będą to pierwsze osoby z państwa, przyjadą też znani goście z Europy i Ameryki. Nie chcę teraz mówić o nazwiskach, bo wszystko jest na etapie potwierdzania od uczestników. Zobaczymy w jakiej atmosferze odbędzie się Forum. Będzie to już okres po szczycie NATO w Wilnie i prawdopodobnie po kontrofensywie armii ukraińskiej. W związku z tym będziemy już wiedzieć więcej o tym, jak ta mapa drogowa będzie wyglądać w związku z przystąpieniem Ukrainy do NATO.

PUTINOWI NIE UDAŁO SIĘ OSIĄGNĄĆ ŻADNEGO CELU NA UKRAINIE, DLA NIEGO TO KATASTROFA

- Minęło prawie 500 dni wojny. Jak Pan myśli, czy Putin żałuje rozpoczęcia tej krwawej masakry? Czy może jeszcze wierzyć, że jest na właściwej drodze?

- Nie mam odpowiedzi na to pytanie. Jeśli ma choć odrobinę racjonalnego myślenia i umiejętność obiektywnej oceny sytuacji, musi być przekonany, że popełnił błąd, bo żaden z jego celów nie został osiągnięty.

Po pierwsze, Putin ostrzegł: jeśli NATO zbliży się do granic Rosji, będzie zmuszony zareagować. Efektem jego działań jest to, że jeden nowy kraj – Finlandia – jest już członkiem NATO, Jednocześnie Szwecja, która od 300 lat jest neutralna, również jest już na tej ścieżce. A za jakiś czas będzie tam też Ukraina. Oznacza to, że jego strategiczny cel zapobieżenia ekspansji Sojuszu nie został osiągnięty.

Po drugie, Putin przewidział, co stanie się w Kijowie za kilka dni, że aresztuje prezydenta Zełenskiego, że Ukraińcy się poddadzą i przyznają, że „Matka Rosja” ma rację i że powinniśmy dalej żyć tak, jak mówi Moskwa. To również nie miało miejsca. Kijów stoi w miejscu, wojna trwa już prawie 500 dni, państwo ukraińskie funkcjonuje, do Kijowa mogą dostać się nie tylko zwykli pasażerowie, ale i prezydenci państw.

Po trzecie, i to jest chyba najważniejsze, Putin był przekonany, że naród ukraiński nie istnieje, jego świadomość narodowa jest niska i nie będzie tak zaciekle walczył z Rosją. Dziś, powtarzam, jeśli ma jeszcze odrobinę racjonalnego myślenia, powinien zrozumieć, że Ukraińcy mają bardzo silną świadomość narodową, są zdeterminowani do walki o niepodległość Ukrainy i wykazują w tej walce niezwykłe bohaterstwo. Myślenie, że zostanie powitany na Ukrainie kwiatami, było mitem rosyjskiej propagandy.

Wszystkie kalkulacje, na których opierała się rosyjska agresja, okazały się fałszywe. I teraz główne pytanie brzmi: czy Putin wyciąga z tego jakieś wnioski, czy nie? Mam co do tego wątpliwości. Po 22 latach sprawowania władzy Putin znalazł się w swoistej pułapce. Kreml buduje propagandę, która brzmi ze wszystkich dostępnych kremlowskich środków masowego przekazu, Putin to wszystko ogląda i czyta, a zatem wierzy w kłamstwa, które stworzył. Jest on w rzeczywistości całkowicie pozbawiony możliwości realnej oceny sytuacji, a ci, którzy powinni dać mu prawdziwą ocenę sytuacji, w szczególności wywiad czy wojsko, po prostu boją się mu to przedstawić i powiedzieć, jak się sprawy mają.

W ciągu 500 dni Putinowi nie udało się zrealizować ani jednego celu i to musi być dla niego katastrofa.

- W jednym z wywiadów powiedział Pan, że strategiczne narracje Putina dotyczące wojny są sprzeczne, bo z jednej strony mówi, że Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród, a z drugiej strony jego armia idzie na tortury, gwałty i bezlitośnie zabija tych rzekomych braci i siostry. Co to za miłość Kaina czy cynizm, bo tak naprawdę chodzi o podbój nowych terytoriów, które uważa za dawną Rosję i dalszą eksploatację ukraińskich bogactw naturalnych we własnym interesie?

- To oczywiste, że historycznie Putin nie wyobraża sobie Ukrainy poza rosyjskimi wpływami. I tłumaczy to historią Imperium Rosyjskiego. Ale ta rzekoma zależność od Rosji wynikała właśnie z imperialnej polityki, którą realizuje Putin. Aby działać na Ukrainie, szuka pretekstów: że rzekomo ukraińskie ziemie zostały darowane Ukrainie, ale tak naprawdę nigdy ich nie było; że Ukraińcy nie istnieją, są tylko Rosjanami, którzy mówią własnym dialektem. Oczywiste jest, że wszystkie te tezy są fałszywe.

Dziś, kiedy Putin widzi, że wszystko dzieje się wbrew jego woli, popełnia zbrodnie wojenne i celowo niszczy naród ukraiński. To całkiem słuszne, że powinien stanąć w tej sprawie przed międzynarodowym trybunałem. Bombardowanie obiektów cywilnych, wysadzenie tamy kachowskiej, co doprowadziło do gigantycznej katastrofy humanitarnej o wciąż niejasnych skutkach, wszystko po to, by zniszczyć patriotycznych Ukraińców, których nazywa nazistami i nacjonalistami. Putin działa cynicznie, aby utrzymać kontrolę nad Ukrainą, ale używa propagandy, która nie wytrzymuje. Jeśli ktoś mówi, że to moi bracia i siostry, to ostatnią rzeczą, jaką im zrobisz, jest zabicie ich, zniszczenie ich własności i porwanie ich dzieci, zmuszenie do opuszczenia swoich domów. W sprawie Ukrainy Putin nie myśli realistycznie, to jego obsesja. Dlatego, że Putin nie ocenia realnie sytuacji, jest bardzo niebezpieczny.

- Był pan prezydentem 10 lat, Putin jest u władzy w sumie 23 lata, czyli 2,5 razy dłużej. Czy będąc u szczytu władzy tak długo, łatwo stracić kontakt z rzeczywistością? Jeśli tak, to kiedy, Pana zdaniem, Putin zaczął tracić kontakt z rzeczywistością?

- Oczywiście długie pozostawanie u władzy robi na człowieku wrażenie, zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. To nieustający proces. Nawet prawie święci ludzie tracili kontakt z rzeczywistością, a Kagebista Putin nigdy nawet nie był kandydatem do świętości.

Problem z Putinem polega też na tym, że stworzył system, który sami Rosjanie nazywają „putinizmem”. Oznacza to władzę jednej osoby i brak jakiejkolwiek kontroli nad władzą. W Rosji tę władzę sprawuje osoba ze służb specjalnych. Służby specjalne, choć zawsze odgrywały w Rosji ważną rolę, znajdowały się pod kontrolą: w Rosji carskiej był to car i jego świta, w czasach ZSRR było to Biuro Polityczne Partii Komunistycznej. Teraz władzę w Rosji przejęli przedstawiciele służb specjalnych i pozbawieni są jakiejkolwiek kontroli nad swoimi działaniami. Otaczają go osoby będące jednocześnie przedstawicielami służb specjalnych.

Kontrola parlamentarna w Rosji nie istnieje, a jego partia jest instrumentem realizacji celów Putina i nie odgrywa żadnej roli intelektualnej. Wojsko boi się mu coś powiedzieć, społeczeństwo obywatelskie i niezależne środki masowego przekazu w Rosji nie istnieją. Brak kontroli nad Putinem prowadzi do tego, że traci on kontakt z rzeczywistością, więc jest to niebezpieczne, bo może podejmować nieodwracalne decyzje. Wyobraźmy sobie, że Putin decyduje się na użycie taktycznej broni nuklearnej. I tu pojawia się pytanie: czy znajdzie się rosyjski generał lub pułkownik któregoś ze szczebli, który powie, że tego nie zrobi? Jest na to nadzieja, ale nie ma pewności.

Moim zdaniem kluczowym momentem, w którym Putin zaczął tracić kontakt z rzeczywistością w kwestii Ukrainy, była pomarańczowa rewolucja w 2004 roku. Wtedy zdał sobie sprawę, że wielu Ukraińców chce przenieść się na Zachód i nie wiązać swojej przyszłości z Rosją; że Ukraina ma silne społeczeństwo obywatelskie, które nie boi się wyjść i domagać się godnego traktowania. Wygrał wtedy Majdan, dla niego jako autokraty był to najgorszy scenariusz tego, co mogło się kiedyś wydarzyć w Rosji. Moim zdaniem jego antyukraińska obsesja sięga 2004 roku, a jej pierwszym oczywistym przejawem był rok 2014 i aneksja Krymu, którą udało mu się zrobić bardzo łatwo, bez znaczących dla siebie konsekwencji. Jednocześnie to, co zrobił w 2022 roku, jest niezwykłą zbrodnią.

- Znał Pan dobrze Putina, miał z nim bliskie kontakty podczas jego pierwszej i drugiej kadencji prezydenckiej. Ukraińskie służby specjalne, w szczególności szef GUR Budanow, upierają się, że Putin ma sobowtórów. Jaka jest Pana opinia w tej sprawie?

- Znając historię Rosji, nie możemy niczego wykluczyć. Nie chcę kwestionować słów Budanowa, on może wiedzieć więcej. Jestem przekonany, że w latach 2000-2005 spotkałem prawdziwego Putina. Ale gdyby okazało się, że Rosja używa teraz sobowtóra prezydenta, byłoby to przerażające. Nie wykluczam, że ktoś może go ktoś zastąpić w sytuacjach, gdy nie jest konieczne występować. Ale jest mało prawdopodobne, aby ktoś go zastąpił, na przykład na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Rosji.

PRAWDZIWE GWARANCJE BEZPIECZEŃSTWA DLA UKRAINY - TYLKO CZŁONKOSTWO W NATO

- Zbliża się szczyt NATO, Ukraina czeka na gwarancje bezpieczeństwa i jasną perspektywę członkostwa w Sojuszu. Obecnie trwają intensywne konsultacje między sojusznikami. Jakie będą decyzje Sojuszu w Wilnie?

- Strategiczna decyzja w sprawie NATO powinna być jedna - Ukraina powinna być w Sojuszu. Jeśli osoba, która jeszcze rok temu była bardzo sceptycznie nastawiona do tego, czyli Henry Kissinger, teraz w ogóle zaczyna o tym mówić, to znaczy, że świat dojrzał do przekonania: jeśli chcemy dać Ukrainie realne gwarancje bezpieczeństwa , to może być tylko członkostwo w NATO. Żadne inne memorandum, jakie podpisano kiedyś w Budapeszcie ( w 1994 r. - red. ), niczego nie daje, będzie tylko rolką papieru.

W Wilnie konieczne jest jednoznaczne potwierdzenie perspektywy członkostwa Ukrainy w NATO. Trzeba jednak ustalić, jak to zrobić praktycznie, bo NATO nigdy nie przyjmowało krajów, które są w stanie wojny. Przyjęcie Ukrainy do NATO już teraz oznaczałoby zastosowanie Artykułu 5: jeśli nastąpi atak na jedno z państw Organizacji, to cały Sojusz musi wystąpić przeciwko agresorowi, czyli Rosji. A to oznaczałoby trzecią wojnę światową. Dlatego teza o przystąpieniu Ukrainy do NATO po zakończeniu wojny ma sens. Widzę następujące argumenty za przyjęciem Ukrainy do NATO jak najszybciej, czyli zaraz po zakończeniu wojny. Po pierwsze, są to silne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Po drugie, Ukraina jest już częściowo członkiem Organizacji, ponieważ używa najlepszej zachodniej broni, ma dostęp do tajemnic, ponieważ Kijów otrzymuje informacje od służb wywiadowczych krajów NATO. Dlatego ta współpraca na poziomie wojskowym jest bardzo wysoka. Po trzecie, i to jest bardzo ważne, po tej wojnie Ukraina będzie miała największą i najbardziej doświadczoną armię europejską. Moim zdaniem dla NATO jest bardzo ważne, żeby taka armia była wewnątrz, a nie poza Organizacją. Jest to również konieczne dla Ukrainy, gdyż armia musi podlegać standardom Sojuszu i trzeba sprawować nad nią kontrolę cywilną.

Perspektywa członkostwa w NATO musi być jasno określona. Jednocześnie droga do Sojuszu jest problematyczna z powodu wojny, którą trzeba wygrać, i tutaj NATO musi wykazać swoją determinację w dalszym szkoleniu ukraińskiej armii i dostarczaniu broni Ukrainie.

Ponadto konieczne będzie ustalenie, jakie powinno być zwycięstwo Ukrainy. Jeśli przyjmiemy, że Ukraina musi wyzwolić terytorium przed granicami z 2014 roku, to może to być długa droga. Ale jeśli zostanie ustalone, że część terytorium może znaleźć się pod jakąś międzynarodową kontrolą, dopóki nie odbędą się tam uczciwe wybory, a nie referendum, jak zrobili to Rosjanie, to też jest to opcja, którą należy wziąć pod uwagę.

- Czy kontrofensywa ukraińska wpłynie na decyzję NATO w Wilnie?

- Mam nadzieję, że nie. W sensie politycznym jest dla mnie oczywiste, że Ukraina powinna być w NATO. Ale stworzy odpowiednią atmosferę: jeśli kontrofensywa odniesie znaczący sukces, to nastroje liderów na szczycie będą lepsze. A jeśli te sukcesy będą skromniejsze, to umocni się przekonanie, że ta wojna to ropiejąca od lat rana i coś z tym trzeba zrobić.

- Jak ocenia Pan pomoc Zachodu dla Ukrainy?

- Jest znacząca i powszechna, co jest bardzo ważne. Ale zawsze z punktu widzenia tych, którzy walczą, to nie wystarczy, a tych, którzy dają – że nie mogą dać więcej, że potrzebna jest dodatkowa produkcja. Oczywiste jest, że kraje NATO nie mogą się rozbroić, nie mogą pozostać bez samolotów i czołgów. Jednak ta pomoc jest udzielana i są gwarancje jej udzielania w przyszłości. Administracja prezydenta USA Bidena jest w tej sprawie bardzo konsekwentna, pozytywnie działa też Europa, w tym Niemcy, na które narzekano, a teraz ich wkład w pomoc Ukrainie zasługuje na szacunek.

Trzeba przyznać, że prezydent Zełenski robi świetną robotę, bo jego wyjazdy i przemówienia są naprawdę mocne, a sukcesy znaczące. Wiele będzie zależało od powodzenia kontrataku. Jeśli będzie widać sukcesy na froncie, to zachęci to Zachód do dalszych transferów znaczącej broni na Ukrainę.

W przeciwnym razie mogą pojawić się pewne problemy. Tym bardziej, że przy wsparciu Rosji działa obecnie w Europie wiele ośrodków, które organizują demonstracje pod hasłami „Nie dostarczać broni Ukrainie”, „To nie jest nasza wojna”, „Potrzebujemy natychmiastowych negocjacji”. A to jest niebezpieczne, bo w każdym demokratycznym kraju będą wybory, jeśli nie jutro, to pojutrze.

INFORMACJA I DZIAŁALNOŚĆ KULTURALNA SĄ NIEZBĘDNE, ABY ZAPOBIEGAĆ ZMĘCZENIU WOJNĄ

- Panie prezydencie, czy sankcje nałożone przez Unię Europejską na Rosję są wystarczające?

- Ogólnie rzecz biorąc, sankcje są na dużą skalę. Ale zawsze znajdą się producenci, którzy będą chcieli je ominąć, i będą pośrednicy, którzy będą chcieli na tym zarobić.

Konieczne jest wzmocnienie tych sankcji zarówno w kontekście ich skali, jak i kontroli, aby zapobiegać próbom ich obejścia. Demokracje to państwa prawa i w kwestii sankcji jest to ich szczególna słabość. Jeśli ktoś znajduje się na liście sankcyjnej, jego majątek zostanie zamrożony, ale nie będzie mógł go łatwo zabrać, ponieważ potrzebuje nakazu sądowego, co jest dość skomplikowane. Demokracja to dobry system, ale wszystkie procesy w nim są długotrwałe.

- Wojna trwa już prawie 500 dni. Wysadzenie przez Rosjan w czerwcu kachowskiej elektrowni nie wywołało ostrej reakcji na Zachodzie. Jak niebezpieczne jest zmęczenie wojną na Zachodzie?

- To bardzo niebezpieczne zjawisko, bo ludzie to tylko ludzie. Niedawno przeprowadzono ankietę, według której duża liczba Europejczyków nie czyta wiadomości o wojnie. Nie wynika to z jakiegoś negatywnego nastawienia do Ukrainy, ale z reakcji obronnej człowieka, bo trudno czytać cały czas dużo negatywnych informacji.

Podkreślam, że nie jest to ukrainofobia, ale psychologiczna reakcja człowieka na przepływ negatywnych informacji. Każdy kolejny miesiąc wojny będzie prowadził do psychologicznej reakcji – ucieczki od złych wieści, a w związku z tym w pewien sposób wzrośnie obojętność. Może to mieć swoje konsekwencje w postaci spadku empatii, ograniczenia pomocy i należy zdawać sobie z tego sprawę.

- Putin na to liczy...

- Tak. I tego nie ukrywa. Putin od początku był przekonany, że ten poziom empatii dla Ukrainy będzie bardzo niski. Nie spodziewał się, że Ukraina stanie się głównym tematem na świecie i zdecydowana większość cywilizowanego świata opowie się po stronie Kijowa, a nie Moskwy. Przeliczył się. Ale w dłuższej perspektywie to ryzyko zmęczenia wojną na Ukrainie może wystąpić i można temu przeciwdziałać poprzez aktywność. Wizyty Zełenskiego mają ogromne znaczenie.

Myślę, że postacie kultury też potrafią wyciągnąć ludzi z tego marazmu. Potrzebujemy bardzo dobrego filmu, który pokaże tę wojnę. Powinno ich być dużo. Potrzebujemy dobrych tekstów, książek, które pokażą, jak ta wojna wygląda od środka. Potrzebujemy kogoś takiego jak Hemingway, który opisał hiszpańską wojnę domową, a jego powieść „Komu bije dzwon” jest jednym z największych dzieł antywojennych w historii literatury światowej.

Konieczne jest również aktywne i systematyczne korzystanie z mediów społecznościowych, aby informacje o wojnie nie były przekazywane spontanicznie, jak w pierwszych miesiącach wojny, ale profesjonalnie. Trzeba pokazać skalę tych nieszczęść, ale koniecznie przez pryzmat determinacji Ukraińców do walki o swój kraj. A to powinno prowadzić do przekonania, że ​​Ukraińcom należy pomóc w tej walce poprzez dostarczanie broni, wsparcie polityczne, humanitarne i finansowe.

WYNIKI WYBORÓW W POLSCE NIE WPŁYNĄ NA POPARCIE DLA UKRAINY

- Wkrótce rozpocznie się w Polsce kampania wyborcza do parlamentu, która właściwie już trwa. Kto Pana zdaniem wygra i jak może to wpłynąć na relacje Polski z Ukrainą?

- Szanse na zwycięstwo dwóch największych partii (Zjednoczonej Prawicy Jarosława Kaczyńskiego i Koalicji Obywatelskiej Donalda Tuska - red. ) są mniej więcej równe, teraz trudno powiedzieć, kto wygra. W tym roku opozycja ma szansę wygrać, ale to nie znaczy, że wygra.

Moim zdaniem w sprawach ukraińskich nic się nie zmieni. Wsparcie dla Ukrainy w wymiarze politycznym, wojskowym i humanitarnym jest ponadpartyjnym konsensusem i nie spodziewam się zmian w tej kwestii. Boję się tylko jednego negatywnego punktu: że temat zmęczenia wojną zostanie wykorzystany w kampanii, że Polska za dużo udziela Ukrainie pomocy, że Polaków to dużo kosztuje, że kraju na to nie stać. Argumentów tych używa najczęściej „Konfederacja” ( nacjonalistyczna, eurosceptyczna siła polityczna – red .). Uważam jednak, że poziom zmęczenia wojną w polskim społeczeństwie nie jest zbyt wysoki.

- Czy wojna na Ukrainie ma wpływ na kampanię wyborczą w Polsce ?

- Tak, wpływa. Z obiektywnych powodów wojna pomaga partii rządzącej w takim samym stopniu, jak każde tego rodzaju zagrożenie. Gdyby przed jesiennymi wyborami Rosjanie przeprowadzili jakąś ofensywę na Ukrainie, pomogłoby to obecnemu rządowi, bo w sprawach bezpieczeństwa rząd używa narzędzi – wojska, policji, pieniędzy i decyzji. Opozycja może przeciwstawić się im tylko słowami. Dlatego wojna w kampanii wyborczej pomaga partii Kaczyńskiego. Jednocześnie przeszkadza mu wysoka inflacja, która jest też jednym ze skutków tej wojny.

- Pamięć ofiar tragedii wołyńskiej zostanie wkrótce w Polsce uczczona w 80. rocznicę tragicznych wydarzeń w dziejach obu narodów. Temat ten jest „gorący” w stosunkach ukraińsko-polskich od kilkudziesięciu lat, a Rosja aktywnie wykorzystuje go do skłócenia obu narodów. Swego czasu aktywnie działał Pan na rzecz pojednania ukraińsko-polskiego w tej sprawie. Z perspektywy własnych działań i tego, co widzi Pan dzisiaj, co można teraz zrobić, aby ta kwestia przestała być czynnikiem wpływającym politycznie na stosunki między Ukrainą a Polską?

- Tego tematu nie da się uniknąć, ale też nie może on stać się głównym tematem w stosunkach dwustronnych. W 60. rocznicę tej zbrodni (w 2003 r. – red.) zorganizowaliśmy w Pawliwce (obwód wołyński – red.) uroczystości upamiętniające, w których uczestniczyło wiele osób, w tym ci, którzy w latach 40. XX wieku byli dziećmi.

Wydaje mi się, że w 80. rocznicę tych tragicznych wydarzeń należy wypowiedzieć słowa, które niedawno wypowiedział podczas wystąpienia w Sejmie ( 25 maja w Warszawie – przyp. red .) przewodniczący Rady Najwyższej Rusłan Stefanczuk. Powinno to być wspólne upamiętnienie ofiar, podkreślenie, że to się już nigdy nie powtórzy i wezwanie do działania na rzecz pojednania. Mam nadzieję, że na szczeblu dyplomatycznym, między gabinetami Prezydentów obu krajów, mądrzy ludzie pracują nad znalezieniem rozsądnej formuły uczczenia pamięci ofiar w tym roku. 20 lat temu znaleźliśmy taką formułę. Co prawda wtedy nie było wojny, ale wtedy ludzkie rany były świeższe. Żyło jeszcze wiele osób, które były bezpośrednimi świadkami tych tragicznych wydarzeń i osobiście odczuły ten ból.

Jurij Banachewicz, Warszawa

Przy cytowaniach i wykorzystywaniu dowolnych materiałów w Internecie, dostępnych dla wyszukiwarek, obowiązkowy jest odnośnik na pierwszy akapit «ukrinform.pl», jednocześnie cytowanie tłumaczeń materiałów z zagranicznej prasy jest możliwe tylko pod warunkiem umieszczenia odnośnika do strony ukrinform.pl oraz na stronę tego wydania. Cytowanie i wykorzystanie materiałów w offline mediach, aplikacjach mobilnych, SmartTV jest możliwe wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody Ukrinformu. Materiały oznaczone jako "reklama" i "PR", jak również materiały w bloku "Komunikat prasowy" są publikowane na prawach reklamy, i odpowiedzialność za ich treść niesie reklamodawca.

© 2015-2024 Ukrinform. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projektowanie stron internetowych - Studio «Laconica»

Wyszukiwanie zaawansowaneUkryj wyszukiwanie zaawansowane
W przeciągu jakiego okresu:
-