Mirosław Skórka, przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce
Ukraińsko-polska historia jest jak ser szwajcarski: ktoś wybiera ser, a ktoś wybiera dziury.
07.05.2021 16:00

Polska wybrała niedawno nowego przewodniczącego Związku Ukraińców (ZUP), największej ukraińskiej organizacji w kraju nad Wisłą. Są wśród nich i Ukraińcy, których przodkowie od dawna mieszkają we współczesnej Polsce, są obywatelami tego kraju.

Rozmawiamy dziś o wyzwaniach stojących przed Związkiem i lokalną społecznością ukraińską - o zachowaniu tożsamości narodowej, o skomplikowanych kartach ukraińsko-polskiej historii, o współpracy z oficjalnym Kijowem, a także o relacjach z nową falą ukraińskiej migracji zarobkowej w Polsce.

POTENCJAŁ SZKÓŁ UKRAIŃSKICH JEST BARDZO WAŻNY DLA WSPÓLNOTY

- Panie Przewodniczący, w polskiej czy ukraińskiej Wikipedii nie ma jeszcze strony o Panu. Proszę powiedzieć coś o sobie?

- Urodziłem się w pobliżu Kołobrzegu nad Morzem Bałtyckim w północno-zachodniej Polsce. Rodziny mojego ojca i matki zostały deportowane na te ziemie z okolic Sanoka (południowy- wschód) w wyniku akcji Wisły w 1947 roku. Po ukończeniu polskiego liceum studiowałem na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie na kierunku „historyk filozofii”. Tematem mojej pracy dyplomowej było „Życie i twórczość Hryhorija Skoworody”. Miałem więc okazję zapoznać się z kulturą i tradycją narodu ukraińskiego XVIII wieku. Po ukończeniu studiów byłem księdzem kościoła greckokatolickiego w Warszawie, a jednocześnie uczyłem się 5 lat na Wydziale Filozoficznym w Rzymie. Jednak później zdecydowałem się rozpocząć świeckie życie i ożeniłem się. Następnie pracowałem w Instytucie Studiów Wschodnich, który jest organizatorem dorocznego Forum Ekonomicznego, Forum Europa-Ukraina i innych. Od ośmiu lat pracuję nad programem „Study Tours to Poland” z fundacji „Liderzy Zmian”, która organizuje wizyty naukowe do Polski. Fundacja ta należy do Polsko-Amerykańskiego Funduszu Wolności.

Jestem również członkiem Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego w Polsce, które działa w ostatnich latach i zrealizowało już kilka ważnych projektów. Są to m.in. odrestaurowanie grobów żołnierzy UPR na cmentarzu prawosławnym w Warszawie, wspólna akcja polskich harcerzy i ukraińskich skautów „Płomień Bractwa” - w 1990 roku byłem jednym z tych, którzy odrodzili „Płast” w Polsce.

- Stowarzyszenie obchodziło niedawno 30-lecie swojego istnienia. Jak ocenia Pan poprzednie trzy dekady istnienia organizacji: co się udało, a co nie?

- Przed powstaniem Związku w 1956 r. w Polsce istniało Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne (UTSK), które umożliwiało Ukraińcom organizowanie życia kulturalnego. Nie było jednak mowy o politycznym reprezentowaniu interesów społeczności ukraińskiej przed władzami polskimi. Ówczesne władze komunistyczne w Polsce uważały, że same dobrze wiedzą, jakie są te interesy i czego potrzebują Ukraińcy. Przemiany demokratyczne w Polsce w 1989 roku pokazały, że społeczność ukraińska zajmuje również stanowisko w sprawach nie tylko związanych z edukacją i kulturą. Wtedy zdecydowano się zmienić organizację, jej nazwę, strukturę.

W ten sposób na bazie UTSK powstał Związek Ukraińców (ZUP), który miał dwa główne cele. Po pierwsze, chodziło o reprezentowanie interesów Ukraińców w stosunkach z władzami polskimi, bycie ich adwokatem, po drugie - o organizację życia ukraińskiego we wspólnocie, jej aktywne kształtowanie poprzez rozwój kultury i edukacji. Ta dwoistość zadań trwa do dziś, ponieważ Stowarzyszenie jest dziś największą i najbardziej rozwiniętą ukraińską strukturą w Polsce.

Obecnie Stowarzyszenie ma 10 oddziałów regionalnych, 82 jednostki organizacyjne i około 3 tys. aktywnych członków. Organizują oni życie kulturalne i oświatowe Ukraińców w Polsce.

Wiele nam się udało, mimo że społeczność ukraińska w Polsce do 1989 roku była silnie dyskryminowana. I pomimo tego, już prawie 75 lat po wysiedleniu Ukraińców z ich domów, polskie władze wciąż nie mogą przyznać się do przestępczej akcji „Wisła” - do deportacji 150 tys. obywateli, którzy byli pozbawieni mienia i tożsamości i która doprowadziła za zerwania ich związku z ojczyzną. Państwo polskie nadal nie może uznać tego czynu za zbrodnię przeciwko ludzkości, za zbrodnię komunistyczną.

- Jak zorganizowany jest system edukacji ukraińskiej w Polsce?

- Ukraiński system edukacji w Polsce opiera się na ukraińskich szkołach i punktach edukacji międzyszkolnej, które działają przy polskich szkołach. Są finansowane z polskiego budżetu. Związek nie ma na to formalnego wpływu, chociaż te międzyszkolne ośrodki często były tworzone przez władze lokalne z inicjatywy przedstawicieli społeczności ukraińskiej i Związku. W sumie w Polsce funkcjonuje sześć ukraińskich szkół - w Przemyślu, w Białym Borze, w Bartoszycach, w Legnicy, w Górowo Iławeckim oraz we wsi Mokre. Jednocześnie istnieje wiele punktów edukacji międzyszkolnej, w rzeczywistości wszędzie tam, gdzie są ukraińskie ośrodki. W tych szkołach jest różna liczba dzieci: od 5-6, a nawet do 120 jak w Warszawie. Potencjał tych punktów jest bardzo ważny dla społeczności.

- Na czym obecnie koncentruje się działalność społeczności ukraińskiej w Polsce?

- Jest kilka takich elementów. To edukacja, organizacja imprez kulturalnych, których przed pandemią było kilkadziesiąt rocznie. Ale nie tylko. Ważnym elementem jest tak zwana działalność przedstawicielska. Odpowiadamy na wyzwania dnia dzisiejszego. Czynnikiem, który silnie zmobilizował nas jako wspólnotę, były wydarzenia na Ukrainie: Majdan, późniejsze wsparcie w walce z rosyjską agresją. Członkowie społeczności aktywnie angażują się w różne akcje, takie jak „Wakacje bez taty”, czy na rzecz wsparcia ukraińskiej armii.

Można powiedzieć, że członkowie Związku to nieobojętne osoby, które chcą angażować się w działalność społeczną. Jednak takich osób, jak w każdej społeczności jest niewiele - większość nadal pozostaje obojętna. Tak naprawdę rolą osób nieobojętnych jest angażowanie osób obojętnych do uczestnictwa w różnych działaniach i projektach.

NIE ZMIENIMY ZŁOŻONEJ HISTORII, ALE MOŻEMY WYCIĄGNĄĆ Z NIEJ WNIOSKI

- Pana zdaniem, jako szefa stowarzyszenia, na jakim etapie jest obecnie Związek: stagnacja, rozwój, a może reorganizacja?

- Ostatni kongres Związku jasno i jednoznacznie pokazał, że trzeba przemyśleć jego funkcję i strukturę, zastanowić się jeszcze raz nad zadaniami, czyli - jakie cele chcemy osiągnąć, jakimi środkami będziemy je realizować i co będzie dawało wyniki w przyszłości.

Chcemy zamknąć kwestie związane ze złożoną historyczną przeszłością narodów ukraińskiego i polskiego. Nie zmienimy historii, musimy ją zaakceptować taką, jaka jest.

Przed nami też ważne zadanie - przemyślenia naszych relacji z nową ukraińską migracją w Polsce.

Moją rolą było rozpoczęcie dyskusji w Związku, w wyniku której dokonaliśmy zmian w statucie, w systemie organizacji tak, aby był bardziej efektywny. Decyzje podjęte w organizacji w latach 90. ubiegłego wieku są obecnie nieskuteczne. Aby działać skuteczniej, musimy skorzystać z doświadczeń innych organizacji publicznych w Polsce, doświadczeń ukraińskich organizacji emigracyjnych w różnych krajach, aby pozyskać wsparcie doświadczonych osób ze strony polskiej i ukraińskiej.

Ważnym dla nas priorytetem jest zmiana systemu finansowania. Pomimo tego, że organizacja jest dość duża, jesteśmy biedni. A wszystko dlatego, że nie ma systemu wsparcia społecznego dla organizacji, takiego jak w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych. To także moment psychologiczny: kiedy ludzie za coś nie płacą, nie czują się odpowiedzialni. Dlatego musimy dotrzeć do społeczności z jasnym przesłaniem: będziemy mieli to, za co jesteśmy gotowi zapłacić. Dziś Stowarzyszenie jest finansowane tylko z budżetu państwa Polski, ale to nie wystarczy do efektywnego istnienia. Nie możemy przyciągnąć nowych ludzi do pracy w organizacji, nie możemy im płacić za ich pracę. Teraz musimy to przełamać i wyjść z tego finansowego impasu. Niestety, nasza organizacja publiczna również nie ma wsparcia finansowego ze strony państwa ukraińskiego.

Związek powinien również stworzyć nowe przesłania dla młodych ludzi, aby zachęcić ich do pracy. Musimy teraz pomyśleć o tym, co jest interesujące dla młodego pokolenia. Myślę, że mogą to być różne projekty międzynarodowe, w tym wspólnie z Ukrainą. Bardzo ważne jest, aby pokazać młodym Ukraińcom w Polsce nową, nowoczesną Ukrainę, bo Ukraina to nie tylko „wyszywanka” czy tradycyjny ukraiński dom.

- Nie jest nowością, że stosunki polsko-ukraińskie nieco się pogorszyły, gdy Rosja rozpoczęła wojnę we wschodniej Ukrainie w 2014 roku. Wówczas nieznani wandale, którzy nawet nie ukrywali prorosyjskich poglądów, zaczęli niszczyć ukraińskie miejsca pamięci w południowej Polsce. Jak wpłynęło to na funkcjonowanie społeczności ukraińskiej w Polsce?

- Istniejemy w pewnym układzie współrzędnych, który z jednej strony tworzy religia chrześcijańska, a z drugiej - aktualne ustawodawstwo Polski. Są rzeczy, których nie można zaakceptować. Wśród nich jest niszczenie grobów. Szanujemy miejsca pochówku, dlatego niezależnie od tego, kto jest w nich pochowany, ich niszczenie jest barbarzyństwem, na które nie może być zgody opinii publicznej. Dlatego nie możemy zgodzić się na niszczenie naszych grobów. Państwo ukraińskie teraz bardzo nas wspiera w tej sprawie.

Co do historii ukraińsko-polskiej, kiedy mówimy, że była skomplikowana, to Ukraińcy myślą o jednym, a Polacy o czymś innym. W szczególności Polacy myślą o Wołyniu w 1943 r., a Ukraińcy o Kozaczczyźnie, o latach 1918-1920, o tym, że Polska zniszczyła młode państwo ukraińskie, o tym, że Polska wówczas była okupantem.

- I co teraz z tym zrobić?

- Musimy odejść od jednostronnych opowieści historycznych i zacząć słuchać siebie nawzajem, zacząć rozumieć, że pewne wydarzenia historyczne były wynikiem długich procesów. Wydarzenia 1918 roku były wynikiem polityki istniejących wówczas imperiów. A to, co wydarzyło się w 1943 r., było konsekwencją procesów, które miały miejsce w II Rzeczypospolitej od 1918 do 1939, a później pod okupacją rosyjską i niemiecką od 1939 do 1943.

Wizja zachodzących wówczas procesów z ukraińskiej i polskiej perspektywy jest inna. Śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków z rąk Ukraińców, znana z historii jako tragedia wołyńska, nie jest wynikiem powstania nacjonalizmu ukraińskiego, ponieważ ludzie na Wołyniu nie czytali Dmytro Doncowa.

Ich stosunek do państwa polskiego ukształtował wówczas raczej polski urzędnik, przedstawiciel władz, który potraktował Ukraińca jak niewolnika: możemy was pozbawić pracy, religii, a wasze dzieci - nauki. Przymusowe sianie katolicyzmu wśród Ukraińców zakończyło się zniszczeniem naszych kościołów: wówczas 160 starych ukraińskich cerkwi prawosławnych zostało zniszczonych w regionie chełmińskim. Ostatni ukraiński kościół prawosławny został przekazany kościołowi rzymskokatolickiemu w Łucku w 1939 roku i wkrótce wybuchła wojna. Widzimy więc, skąd się wzięły nastroje, które doprowadziły do tragicznych wydarzeń 1943 roku. Nie możemy zmieniać historii, ale możemy z niej wyciągać wnioski. I główny wniosek jest taki: tam, gdzie sieje się nienawiść, pojawia się zło, a gdzie sieją niezgodę, można liczyć na zbrodnię.

Teraz musimy budować to, co nas łączy, tam, gdzie mamy wspólne interesy. Natomiast oceniać wydarzenia historyczne powinni historycy.

Ukraińsko-polska historia jest jak ser szwajcarski: jeśli chcemy zbudować coś pozytywnego, wybierzemy ser, negatywnego - dziury. Wybór należy do nas. Musimy skupić się na pozytywach w naszej historii, żeby nie było wojny pamięci, wojny stereotypów między Ukraińcami a Polakami. Ukraińcy nie mogą być wrogami Polaków i odwrotnie.

JEDNOSTRONNE PODEJŚCIE DO TRAGEDII WOŁYŃSKIEJ W POLSCE

- Ale są w Polsce siły, które chcą pokazać, że Ukraińcy to swego rodzaju „piąta kolumna”, to jest zło. W dużej mierze siły te są prorosyjskie…

- Jako historyk zaznaczę, że w Polsce istnieje raczej jednostronne podejście do sprawy tragedii wołyńskiej. Ukraińcy i Polacy używają innej terminologii dla tego przestępstwa. W Polsce mówi się, że były to czystki etniczne, których dokonywali tylko Ukraińcy w stosunku do ludności polskiej i tak jest zapisane w polskim prawie. Z drugiej strony w Polsce mówi się o represjach Polaków wobec Ukraińców. Ale w rzeczywistości było to samo: Ukraińcy niszczyli polskie wsie ze względów etnicznych, tak samo jak Polacy - ukraińskie. Dwoistość definicji tego przestępstwa jest szkodliwa. Musimy to wzajemnie uznać: każde przestępstwo jest przestępstwem, niezależnie od tego, kto kogo zabił i ile jest ofiar.

Musimy szanować zmarłych i przepraszać siebie. Niestety, Polska nie chce teraz zamykać tej bolesnej kwestii, ale istnieje chęć kontynuowania historii tragedii wołyńskiej, która w ostatnim czasie stała się jedną z głównych, jeśli mówimy o okresie II wojny światowej.

Jeśli spojrzeć na działalność niektórych polskich organizacji zajmujących się tragedią wołyńską, to ich działania mają głównie na celu rozbudzenie nastrojów antyukraińskich. Nie interesuje ich prawda o tych wydarzeniach, upamiętnienie ofiar i wznoszenie krzyży na grobach, a jedynie to, by za jedyną słuszną uznać ich wersję wydarzeń. Kto chce uczcić pamięć ofiar i chce współpracować ze stroną ukraińską, nie będzie krzyczał, że Ukraińcy są mordercami, bo to przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Ci ludzie i organizacje działają wbrew idei uczczenia zmarłych i instrumentalnie wykorzystują pamięć o nich dla własnej korzyści. Niestety, takie narracje weszły do głównego nurtu w Polsce. Wielu polskich polityków i intelektualistów przekonało się, że to prawdziwa opowieść o tragedii wołyńskiej, a na jej podstawie musi nastąpić pojednanie obu ludów. Jednak to stanowisko jest tylko częścią prawdy.

HISTORIA POLSKO-UKRAIŃSKA NIE JEST TYM, CO MÓWI ROSJA

- A jak wyjść z tej sytuacji?

- W tym kontekście ciekawe jest doświadczenie pojednania polsko-niemieckiego. Punktem wyjścia było uświadomienie sobie, że istnieją wspólne interesy i trzeba szukać argumentów za ich realizacją. To samo dotyczy stosunków polsko-ukraińskich: pojednanie w kwestiach historycznych może nastąpić, gdy zdamy sobie sprawę, że łączy nas wspólny interes. To po pierwsze. Po drugie, historia polsko-ukraińska nie jest tym, co mówi nam ktoś trzeci, a konkretnie rosyjskie i radykalne polskie organizacje. W dialogu polsko-niemieckim ważne było to, że instytucje i pracujący w nim ludzie „odcinali” radykałów po obu stronach. Na przykład po stronie niemieckiej pojawiła się działaczka Erika Steinbach, reprezentująca organizację Niemców przymusowo wysiedlonych z terenów współczesnej Polski. Zażądała, aby rząd federalny w Berlinie uznał tych Niemców za ofiary, Polaków za przestępców i żeby o ich losie opowiadano nie w kontekście II wojny światowej. Ale rząd niemiecki działał mądrze, uniemożliwiając takim ludziom kształtowanie stosunków polsko-niemieckich. W przeciwieństwie do Niemiec, Polsce brakowało determinacji, by odciąć od dialogu z Ukrainą dziwnych ludzi, którzy reprezentują nieznane interesy. W rezultacie głosy działaczy i organizacji o radykalnych poglądach są teraz ważniejsze w polskiej polityce niż interesy polsko-ukraińskie.

UKRAIŃSKA WSPÓLNOTA POLSKI - NATURALNY AMBASADOR KIJOWA W WARSZAWIE

- Proszę powiedzieć, jak widzi Pan relacje Ukraińców, reprezentowanych przez ZUP, z urzędowym Kijowem? Jakiego wsparcia Pan oczekuje?

- Trzeba zrozumieć, że społeczność ukraińska w Polsce jest częścią narodu ukraińskiego, który został od niej oddzielony w wyniku wydarzeń historycznych. Oznacza to, że na współczesnym terytorium Polski znajdują się miejsca, które od ponad tysiąca lat są związane z ukraińską kulturą i historią. Jednocześnie jesteśmy obywatelami Polski, którzy mają swoje prawa i obowiązki. Musimy być postrzegani jako obywatele Polski, którzy są naturalnymi ambasadorami Ukrainy w Polsce. Cechuje nas podwójna lojalność wobec państwa, patriotyzm polski i ukraiński. Jestem patriotą Polski i wierzę, że w interesie Polski jest pełna współpraca z Ukrainą. Jestem także patriotą Ukrainy i wierzę, że współpraca z Polską jest dla Ukrainy absolutnym priorytetem.

Społeczność ukraińska w Polsce zawsze wspierała niezależne państwo ukraińskie. Do 1991 roku, kiedy go nie było, mówiliśmy o tym, że państwo ukraińskie musi się pojawić i będzie to w interesie Polski. Nic dziwnego, że Polska jako pierwsza uznała niepodległość Ukrainy. W latach 2004 i 2013-2014 społeczność ukraińska w Polsce aktywnie wspierała ludność ukraińską pod względem moralnym i finansowym. Dzieje się to nadal. W szczególności nasza społeczność pomaga ofiarom Majdanu i tym, którzy ucierpieli w wyniku wojny, którą Rosja toczy z Ukrainą.

Jednocześnie nasza społeczność oczekuje również pomocy od państwa ukraińskiego. Myślę, że ten mechanizm symetrii powinien znaleźć się w stosunkach. Jeśli chcemy pokazać kulturę ukraińską w Polsce, niech państwo ukraińskie pomoże przybyć tu przedstawicielom wysokiej kultury ukraińskiej. Jeśli potrzebujemy pomocy w odbudowie Domu Ludowego w Przemyślu, niech i to wsparcie będzie odczuwalne.

W POLSCE TRZEBA ZORGANIZOWAĆ KONGRES ORGANIZACJI UKRAIŃSKICH

- Ukraińskie realia w Polsce, które były 5 -7 lat temu, różnią się od dzisiejszych. Liczba ukraińskich migrantów zarobkowych w Polsce w ostatnim czasie gwałtownie wzrosła. Część z nich przyjeżdża tu z rodzinami. Jak Pan widzi perspektywy współpracy z Ukraińcami, którzy pojawili się w Polsce w ostatniej fali migracji.

- Kiedyś w Warszawie powstał międzyszkolny ośrodek edukacji na potrzeby mniejszości ukraińskiej, do którego bardzo szybko dołączyły również dzieci obywateli ukraińskich z nowej fali migracji. To natychmiast podniosło poziom funkcjonowania naszej szkoły dzięki żywemu językowi ukraińskiemu dzieci z Ukrainy.

Migracja zarobkowa Ukraińców nie jest zjawiskiem szczególnym, jest nieodłącznym elementem tej części Europy. Kiedyś wiele osób z Polski wyjechało do pracy do Kanady lub Stanów Zjednoczonych. Obecnie do Polski przyjeżdżają Ukraińcy z różnych regionów Ukrainy, o różnej mentalności i oczekiwaniach. Przyjeżdżają tu nie z powodu wygodnego życia w ojczyźnie. W końcu część z nich zostanie, część wróci do domu, a część pójdzie dalej.

Ważnym zadaniem jest dla nas wspólne kształtowanie społeczności ukraińskiej w Polsce. Ukraińska Cerkiew greckokatolicka w Polsce, która znacząco rozwija swoją infrastrukturę i pomaga Ukraińcom, podejmuje teraz kroki, aby im sprostać. To fenomenalne zjawisko, na które organizacje pozarządowe nie mają czasu. Jak dotąd Kościół prawosławny w Polsce nie podjął tego procesu.

Warto uświadomić sobie, że Ukraińcy są różni, mają różne zainteresowania, dlatego nie może być jednej ukraińskiej organizacji, która odpowiadałaby na wszystkie problemy ukraińskich migrantów. Jednak jako Związek chcemy pokazać, że możemy być dla nich ciekawą alternatywą, mogą oni znaleźć u nas wsparcie. Chcemy podzielić się z nimi naszym doświadczeniem, aby ich dzieci uczyły się razem z naszymi, aby mogły opowiedzieć nam o współczesnej Ukrainie. Oznacza to, że widzę możliwość naszej współpracy. Niewykluczone, że w najbliższym czasie zajdzie potrzeba stworzenia czegoś znacznie większego, jak federacja czy zjazd organizacji ukraińskich w Polsce.

Obecnie istnieje nierównowaga między prawami ukraińskiej mniejszości narodowej, która jest obywatelami polskimi od urodzenia, a nowymi migrantami zarobkowymi, którzy są bezpaństwowcami. Jednak migranci mieszkają w tym kraju, płacą podatki, więc muszą mieć określone prawa i możliwość ich obrony. Stworzenie forum umożliwiłoby to.

Jurij Banachewycz, Warszawa

Jurij Banachewycz, Warszawa

Przy cytowaniach i wykorzystywaniu dowolnych materiałów w Internecie, dostępnych dla wyszukiwarek, obowiązkowy jest odnośnik na pierwszy akapit «ukrinform.pl», jednocześnie cytowanie tłumaczeń materiałów z zagranicznej prasy jest możliwe tylko pod warunkiem umieszczenia odnośnika do strony ukrinform.pl oraz na stronę tego wydania. Cytowanie i wykorzystanie materiałów w offline mediach, aplikacjach mobilnych, SmartTV jest możliwe wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody Ukrinformu. Materiały oznaczone jako "reklama" i "PR", jak również materiały w bloku "Komunikat prasowy" są publikowane na prawach reklamy, i odpowiedzialność za ich treść niesie reklamodawca.

© 2015-2021 Ukrinform. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projektowanie stron internetowych - Studio «Laconica»

Wyszukiwanie zaawansowaneUkryj wyszukiwanie zaawansowane
W przeciągu jakiego okresu:
-