Andrzej Gajowniczek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw
W Polsce nastąpi katastrofa bez pracowników z Ukrainy
19.05.2020 12:29

Pandemia koronawirusa i zamknięcie granic stanowiły znaczący cios dla europejskiego sektora rolnego, głównie z powodu problemów z zatrudnieniem sezonowych pracowników migrujących. Przez wiele lat z rzędu Ukraina była dostawcą siły roboczej w Europie. Obecnie w Polsce jest około miliona Ukraińców, a tysiące naszych rodaków co roku przyjeżdża do pracy tymczasowej. Sektor rolny i przemysł przetwórczy jako pierwsi odczuli zagrożenie i zaalarmowali rząd, aby zrobił wszystko, co możliwe, aby opóźnić odpływ Ukraińców z Polski i stworzyć warunki do ich przyjazdu do kraju.

Rozmawiamy na ten temat z prezesem Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, właścicielem jednej z największych firm przetwórczych w Polsce - Real SA, Andrzejem Gajowniczkiem.

RYNEK POLSKI JEST UZALEŻNIONY OD UKRAIŃCÒW

- W połowie kwietnia wasze Stowarzyszenie zwróciło się do szefa polskiego rządu z prośbą o pomoc pracownikom migrującym z Ukrainy. Czy jest Pan zadowolony z działań władz?

- Niektóre problemy zostały rozwiązane, ale nie wszystkie. Po pierwsze poprosiliśmy o automatyczne przedłużenie wiz dla pracowników, głównie z Ukrainy, którzy byli już w Polsce. Oznacza to, że ci, którzy stracili ważność wiz, nie powinni wyjeżdżać. Rząd zgodził się z tym problemem dość szybko. Bardzo nam to pomogło.

Dziś polski rynek pracy jest silnie uzależniony od ukraińskich pracowników. W ciągu ostatnich kilku lat polska gospodarka znacznie wzrosła, a liczba ludności nie wzrosła. Kraj rozwija te obszary gospodarki, które wymagają pracy fizycznej: rolnictwo, budownictwo. Właśnie dlatego wielu Ukraińców ostatnio przyjeżdża do Polski. Pracodawcy byli zadowoleni, podobnie jak pracownicy migrujący. W mojej firmie Ukraińcy opanowali wiele zawodów, zostali brygadzistami, operatorami, pracownikami administracyjnymi. Ale teraz sytuacja w firmie jest bardzo trudna: nie mam przeszkolonych ludzi, ponieważ wrócili do domu i teraz nie mogą wrócić do Polski. To ogromny problem.

- Co dokładnie zaproponował polski rząd?

- Na naszą prośbę ukraińscy pracownicy mogą wjechać do Polski.

Jednak, jak wiadomo, wprowadzono dwutygodniową kwarantannę, co powoduje wiele problemów, ponieważ przez cały ten czas osoba musi być w izolacji. Jednak nadal można to tolerować. Ci ludzie mieli problemy z wjazdem do Polski. Początkowo polska straż graniczna nie pozwalała na wjazd osobom, które nie miały oryginalnych zaproszeń i pozwoleń na pracę. Teraz ten problem rzekomo został rozwiązany: istnieje instrukcja przyjmowania Ukraińców z wydrukowanymi kopiami zaproszeń.

Ale jest inny problem. Początkowo granica była otwarta i ludzie mogli ją przekraczać pieszo. Dzisiaj jest to niemożliwe. A kierowca, który przewozi ludzi samochodem, nie może natychmiast wrócić. Wcześniej kierowcy - obywatele Ukrainy - transportowali 7-10 osób minibusem do miejsca pracy w Polsce i wracali do domu po kolejnych pracowników. Teraz jest to niemożliwe. Taka osoba musi zostać poddana kwarantannie po przekroczeniu granicy. Dopóki kierowcy nie będą mogli jechać w obu kierunkach bez kwarantanny, będziemy mieli wiele problemów. Kierowcy autobusów z odpowiednimi licencjami są rzekomo zwolnieni z tego, ale nie przewożą pracowników z Ukrainy do Polski.

Nie można pomyślnie przejść sezonu zbiorów truskawek bez Ukraińców. Po prostu nie mogę sobie tego wyobrazić.

- Czy planuje Pan apelować do polskiego rządu o zwolnienie ukraińskich pracowników z dwutygodniowej kwarantanny? Dopuszczono niedawno taką ewentualność dla Polaków pracujących i studiujących na pograniczu w sąsiednich krajach UE.

- Złożyliśmy podanie, ale powiedziano nam, że nie ma takiej możliwości. A za trzy tygodnie rozpoczyna się sezon zbiorów truskawek. Szparagi są obecnie zbierane w zachodniej Polsce, tego też nie ma kto robić. W drugiej połowy maja setki tysięcy Ukraińców zawsze przyjeżdża do Polski na sezonowy zbiór owoców miękkich.

Ci, którzy przybyli tu przed pandemią, wracają do domu. Tęsknią za rodziną, dziećmi, niektórzy nie były w domu przez 5-6 miesięcy. Nawet wiedząc, że będzie im trudno wrócić do Polski, udają się na Ukrainę, oczekując, że za 2-3 miesiące sytuacja się zmieni - i będą mogli wrócić.

- Ilu pracowników migrujących z Ukrainy potrzebuje teraz Polska do pracy sezonowej?

- Trudno powiedzieć na pewno, ale są to setki tysięcy. Opowiem na przykładzie mojej firmy Real SA, która przetwarza około 8% polskich jabłek, truskawek, wiśni, porzeczek itp. Zatrudniamy około tysiąca osób, szczególnie w szczycie sezonu - do 200 Ukraińców. Mamy teraz 20 pracowników z Ukrainy, co stanowi 10-15% naszych potrzeb. Wysłaliśmy już zaproszenia do ludzi e-mailem, ale głównym problemem, o którym już wspomniałem, jest transport do miejsca pracy.

POLSCY PRACOWNICY NIE BĘDĄ ZDOLNI DO ZASTĄPIENIA UKRAIŃCÓW

- Kryzys gospodarczy wywołany pandemią może doprowadzić do pojawienia się wielu bezrobotnych Polaków na lokalnym rynku pracy. Czy mogą zastąpić Ukraińców?

- To złudzenie. Oczywiście, że nie. Moja firma ogranicza teraz produkcję, nie ma zdolności do funkcjonowania, ponieważ brakuje personelu. Ciągle zamieszczam ogłoszenia o pracę. Potrzebuję teraz 30–40 pracowników, ale nie ma chętnych. Mogą pojawić się za 2-3 miesiące, ale nie teraz.

Nie wszyscy zgodzą się pracować w polu, w chłodni, ponieważ to ciężka praca. Oczywiste jest, że każdy chciałby siedzieć w biurze. Niewiele osób chce wykonywać ciężką pracę fizyczną.

- W tym roku pojawił się kolejny problem - susza. Czy to naprawdę może wpłynąć na rynek pracy?

- W ostatnich dniach obserwujemy dość intensywne opady. Tak więc sytuacja na polach zmienia się na lepsze. Susza jest, to fakt, ale trudno powiedzieć, czy będzie to poważny problem. Polska jest ogromnym producentem żywności, jednym z największych w Europie. Powiedzmy, że uprawiamy najwięcej grzybów w UE. Jeśli więc pracownicy z Ukrainy nie przyjdą, będzie to katastrofa. To, co jest uprawiane na polach, zostanie utracone, ponieważ nie będzie nikogo, kto mógłby to zebrać. Znaczące straty zostaną zaobserwowane za trzy tygodnie, w wyniku czego nastąpią protesty polskich rolników.

Jesteśmy już przyzwyczajeni do ukraińskich pracowników, oni też są przyzwyczajeni do nas. Ukraińcy przyjeżdżają do Polski od kilku lat i czują się tu dobrze. Niektórzy z nich osiedlili się w Polsce, inni mieszkają w dwóch krajach, a inni zdobyli polskie doświadczenie i już budują własny biznes na Ukrainie. Przemysł przetwórczy na Ukrainie również rozwija się bardzo dobrze.

- Kilka dni temu prezydenci Ukrainy i Polski rozmawiali o migracji zarobkowej. Ukraina wzywa inne kraje do zagwarantowania Ukraińcom, którzy jadą do pracy, godnych warunków pracy, życia i zabezpieczenia socjalnego. Jak według Pana wygląda sytuacja w tych kwestiach w Polsce?

- W mojej firmie Ukraińcy pracują na takich samych warunkach jak Polacy. Wszyscy są oficjalnie zatrudnieni, mają ubezpieczenie, gwarantowaną opiekę medyczną, składki emerytalne. Ale oczywiście różni pracodawcy różnie do tego podchodzą. Trudno jest odpowiedzieć za wszystkich. Z drugiej strony ukraińscy robotnicy muszą dbać o siebie: nie zatrudniać się nielegalnie.

- Jak Pańskim zdaniem powinna byś minimalna płaca dla Ukraińców w Polsce?

- Średnio jest to 12-14 złotych (75-90 UAH) za godzinę netto. Ale to zależy od sfery zatrudnienia, ponieważ na przykład zarabiają trochę więcej w budownictwie. Dość często Ukraińcy starają się przepracować więcej godzin, aby zarobić więcej.

- Jakiej pomocy oczekują polscy pracodawcy od polskiego rządu?

- Po pierwsze, dobrze byłoby skrócić termin obowiązkowej kwarantanny dla Ukraińców. Na przykład po prostu sprawdzać, czy mają jakieś oznaki infekcji - jeśli nie, natychmiast można zacząć pracę. Po drugie, aby ukraińscy kierowcy minibusów, którzy przywożą pracowników migrujących, mogli wjechać i opuścić Polskę bez poddawania się kwarantannie. Jest wielu takich przewoźników, ale nie mogą oni wykonywać regularnych kursów. W przeciwnym razie Ukraińcy nie przyjadą do Polski: autobusy i pociągi obecnie też nie kursują.

Jurij Banachewycz. Warszawa

prs

Przy cytowaniach i wykorzystywaniu dowolnych materiałów w Internecie, dostępnych dla wyszukiwarek, obowiązkowy jest odnośnik na pierwszy akapit «ukrinform.pl», jednocześnie cytowanie tłumaczeń materiałów z zagranicznej prasy jest możliwe tylko pod warunkiem umieszczenia odnośnika do strony ukrinform.pl oraz na stronę tego wydania. Cytowanie i wykorzystanie materiałów w offline mediach, aplikacjach mobilnych, SmartTV jest możliwe wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody Ukrinformu. Materiały oznaczone jako "reklama" i "PR", jak również materiały w bloku "Komunikat prasowy" są publikowane na prawach reklamy, i odpowiedzialność za ich treść niesie reklamodawca.

© 2015-2020 Ukrinform. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projektowanie stron internetowych - Studio «Laconica»

Wyszukiwanie zaawansowaneUkryj wyszukiwanie zaawansowane
W przeciągu jakiego okresu:
-